TWÓJ CHRZEST
Praktyczny przewodnik dla kandydatów do chrztu
WSTĘP: Twoja droga z Bogiem
Do kogo jest ta broszura?
Trzymasz w rękach broszurę napisaną specjalnie dla ciebie – osoby, która już poznała Jezusa Chrystusa osobiście. Może to stało się niedawno, może kilka miesięcy temu, a może nawet lat. Ale coś się wydarzyło w twoim sercu. Uwierzyłeś. Oddałeś swoje życie Chrystusowi. I teraz rozważasz kolejny krok – chrzest wodny.
Ta broszura nie jest dla osób szukających zbawienia. Zbawienie otrzymujesz przez wiarę, nie przez chrzest. Jest dla tych, którzy już uwierzyli i chcą zrozumieć, co oznacza publiczne wyznanie tej wiary przez chrzest.
Jeśli wychowałeś się w Polsce, najprawdopodobniej zostałeś ochrzczony jako niemowlę w Kościele rzymskokatolickim. To była tradycja, która towarzyszyła niemal każdemu z nas. Rodzice, dziadkowie, chrzestni – wszyscy brali udział w tym wydarzeniu. I teraz, gdy rozważasz chrzest jako wierzący dorosły (lub nastolatek), może masz pytania: „Czy to nie jest powtórzenie? Czy to nie zdrada rodziny? Czy w ogóle jest to konieczne?"
To są ważne pytania. I zasługują na szczere, biblijne odpowiedzi. W tej broszurze znajdziesz je – nie w duchu potępienia tradycji, w której się wychowałeś, ale w duchu miłości do prawdy Bożego Słowa.
Dlaczego rozważasz chrzest?
Być może ktoś cię zachęcił. Może pastor wspomniał o zbliżającym się chrzcie i pomyślałeś: „A może ja?" Może czytasz Biblię i widzisz, że wszyscy pierwsi chrześcijanie chrzcili się po uwierzeniu. Może po prostu czujesz w sercu, że to kolejny krok, który powinieneś podjąć.
Niezależnie od tego, co cię tu przywiodło, dobrze, że jesteś. Bo chrzest to nie małe, nieistotne wydarzenie. To jeden z najpiękniejszych i najbardziej znaczących kroków w życiu ucznia Jezusa.
Chrzest to:
- Publiczne wyznanie wiary. Mówisz światu: „Należę do Chrystusa. Nie wstydzę się Ewangelii. Jestem z Nim".
- Akt posłuszeństwa. Jezus powiedział: „Idźcie i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc ich" (Mt 28:19). Chrzcisz się nie dlatego, że musisz, ale dlatego, że kochasz Go i chcesz być posłuszny Jego słowu.
- Symboliczne przedstawienie śmierci i zmartwychwstania. Gdy zanurzasz się w wodzie, obrazujesz swoją śmierć dla starego życia. Gdy wynurzasz się, obrazujesz nowe życie w Chrystusie. To fizyczne, widzialne przedstawienie duchowej rzeczywistości, która już się wydarzyła w twoim sercu.
- Włączenie do wspólnoty. Chrzest to nie tylko twoje „tak" dla Boga. To też „tak" dla Jego ludu – Kościoła. W aspekcie społecznym, stajesz się widzialną częścią ciała Chrystusa.
Ale chrzest to też wyzwanie. Zwłaszcza w polskim kontekście, gdzie tradycja katolicka jest głęboko zakorzeniona w rodzinach. Może boisz się reakcji rodziców. Może nie rozumiesz do końca, dlaczego chrzest niemowlęcy nie jest wystarczający. Może masz wątpliwości, czy jesteś gotowy. To wszystko jest normalne. I o tym wszystkim będziemy rozmawiać w tej broszurze.
Jak korzystać z tego opracowania?
Ta broszura została napisana, by przeprowadzić cię krok po kroku przez wszystko, co musisz wiedzieć o chrzcie. Możesz przeczytać ją w całości za jednym razem – to zajmie ci kilka godzin. Albo możesz czytać rozdział dziennie, dając sobie czas na przemyślenie i modlitwę.
Część I pomoże ci zrozumieć, kim już jesteś w Chrystusie. Zanim porozmawiamy o chrzcie, musimy ustalić fundament: jesteś zbawiony przez wiarę, nie przez chrzest. Jesteś dzieckiem Bożym, zapieczętowanym Duchem Świętym. To jest twoja tożsamość – już teraz, już na zawsze.
Część II wyjaśni, co dzieje się podczas chrztu. Jakie ma znaczenie? Co symbolizuje? Co się zmienia, a co pozostaje takie samo? Odpowiemy na te pytania biblijnie i uczciwie.
Część III przeprowadzi cię przez drogę do chrztu. Porozmawiamy o napełnieniu Duchem Świętym, o tym, jak rozpoznać, czy jesteś gotowy, o walce duchowej, która często towarzyszy tej decyzji, i o trudnym temacie – reakcji rodziny.
Część IV spojrzy w przyszłość. Co się stanie po chrzcie? Czego możesz się spodziewać? Jak wyglądają pierwsze tygodnie, pierwszy rok? I jak patrzeć na całe życie ucznia z perspektywy wieczności?
Dodatki zawierają praktyczne odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania, zestawienie kluczowych fragmentów biblijnych o chrzcie oraz krótkie świadectwa osób, które przeszły tę drogę przed tobą.
Czytając, miej przy sobie Biblię. Sprawdzaj każdy cytat. Nie wierz nam na słowo – sprawdź, co mówi Słowo Boże. A gdy masz pytania, wątpliwości, obawy – porozmawiaj z pastorem, liderem, kimś dojrzałym w wierze. Nie musisz przechodzić przez to sam.
I pamiętaj: Bóg nie śpieszy się. Nie naciska. Ale zaprasza. Zaprasza cię do kolejnego kroku wiary. Do publicznego wyznania tego, co już się wydarzyło w twoim sercu. Do radości posłuszeństwa.
Czy jesteś gotowy?
Zaczynajmy.
ROZDZIAŁ 1
JUŻ JESTEŚ DZIECKIEM BOŻYM – NOWA TOŻSAMOŚĆ
Już się dokonało
Zanim wejdziesz do wody chrztu, musisz zrozumieć coś fundamentalnego: chrzest nie czyni cię chrześcijaninem. To może zabrzmieć dziwnie, zwłaszcza jeśli dorastałeś w tradycji, gdzie chrzest niemowlęcia był początkiem życia religijnego. Ale prawda jest inna – i o wiele piękniejsza. Chrzest nie rozpoczyna twojej relacji z Bogiem. On ją potwierdza. Publicznie ogłasza to, co Bóg już uczynił w twoim sercu.
Ten rozdział jest o twojej nowej tożsamości. O tym, kim już jesteś, zanim jeszcze zanurzysz się w wodzie. Jeśli nie zrozumiesz tego, chrzest stanie się jedynie religijnym rytuałem – kolejnym „co trzeba zrobić" na liście pobożnych obowiązków. A Bóg nie chce od ciebie kolejnego rytuału. On pragnie, byś odkrył, kim naprawdę jesteś w Jego oczach.
Metanoia – Więcej niż zmiana zdania
Być może pamiętasz moment, gdy po raz pierwszy usłyszałeś wezwanie: „Nawróć się i uwierz w Ewangelię!" (Mk 1:15). W polskim tłumaczeniu słowo „nawrócenie" może brzmieć dość ogólnie – jakby chodziło o zawrócenie z błędnej drogi. Ale grecki oryginał niesie o wiele głębszy sens.
Słowo, którego użył Jezus, to metanoia – złożenie z meta (po, za, poza) i nous (umysł, sposób myślenia). To nie jest proste „przepraszam" za złe postępowanie. To całkowita rewolucja sposobu myślenia. Zmiana „systemu operacyjnego" twojego serca. Gdy Jezus mówił „nawróćcie się", nie wzywał do poprawienia kilku złych nawyków. Wzywał do radykalnej transformacji całej osobowości – twoich pragnień, priorytetów, perspektywy na życie i wieczność.
Ewangelia Jana zapisuje te przełomowe słowa: „Tym jednak, którzy Go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego; którzy narodzili się nie z krwi, ani z woli ciała, ani z woli męża, ale z Boga" (J 1:12-13). Zastanów się nad tymi wersetami. Prawo do stania się dzieckiem Bożym nie przychodzi z krwi – nie dziedziczy się go po pobożnych rodzicach. Nie przychodzi z woli ciała – nie możesz go sobie wyrobić własnym wysiłkiem. Nie przychodzi z woli męża – żadna instytucja religijna nie może ci go nadać. Ono przychodzi tylko z Boga, gdy osobiście przyjmujesz Jezusa Chrystusa.
Czy pamiętasz taki moment w swoim życiu? Czy była chwila, gdy stanąłeś sam przed Bogiem i powiedziałeś: „Jezusie, wierzę, że umarłeś za moje grzechy i zmartwychwstałeś. Przyjmuję Cię jako mojego Pana i Zbawiciela"? Może to było podczas nabożeństwa, może w ciszy własnego pokoju, może w rozmowie z przyjacielem. Może nawet nie pamiętasz dokładnej daty. Ale jeśli taka chwila była – jeśli naprawdę przyjąłeś Chrystusa – to dokonała się w tobie metanoia. Rewolucja. I od tego momentu jesteś dzieckiem Bożym.
CZY MOŻNA „URODZIĆ SIĘ CHRZEŚCIJANINEM”?
W polskiej kulturze często słyszymy: „Jestem chrześcijaninem, bo urodziłem się w Polsce" lub „Moja rodzina od pokoleń jest katolicka". To zrozumiałe – tradycja religijna jest częścią naszej tożsamości narodowej i kulturowej. Ale Biblia nie zna pojęcia „odziedziczonej wiary".
Jozue, wielki przywódca Izraela, stanął przed swoim ludem i powiedział: „A jeśli nie podoba się wam służyć Panu, to obierzcie sobie dziś, komu chcecie służyć... Ja zaś i dom mój będziemy służyć Panu" (Joz 24:15). Zauważ: nawet lud, który widział cuda Boże, musiał sam, każde pokolenie, dokonać wyboru.
Szacunek dla tradycji i pobożności naszych przodków jest ważny. Ale tradycja nie może zastąpić osobistej, świadomej decyzji pójścia za Jezusem. Bóg nie ma wnuków – ma tylko dzieci.
Duch Święty – Pieczęć, która już jest
Teraz przyjdzie najważniejsza prawda tego rozdziału: jeśli uwierzyłeś w Jezusa Chrystusa, to już masz Ducha Świętego. Już. Teraz. Od momentu, gdy przyjąłeś Chrystusa.
Apostoł Paweł pisze do wierzących w Efezie: „W Nim także wy, gdy usłyszeliście słowo prawdy, ewangelię zbawienia waszego, w Nim też uwierzyliście i zostaliście zapieczętowani obiecanym Duchem Świętym, który jest zadatkiem dziedzictwa naszego" (Ef 1:13-14). Przeczytaj to jeszcze raz, powoli. Zauważ kolejność wydarzeń: usłyszeliście – uwierzyliście – zostaliście zapieczętowani. Nie ma tu słowa o chrzcie wodnym jako warunku otrzymania Ducha. Wiara była wystarczająca.
Greckie słowo przetłumaczone jako „zadatek" to arrabōn. W starożytnym świecie oznaczało ono zaliczkę przy kupnie – część zapłaty wnoszoną z góry jako gwarancję, że transakcja zostanie dokończona. Ale jest jeszcze piękniejsza ilustracja: w kulturze greckiej arrabōn oznaczało również pierścionek zaręczynowy.
Duch Święty jest Bożym pierścionkiem zaręczynowym dla ciebie. To Jego obietnica, że dokończy dzieła zbawienia, które rozpoczął w twoim sercu. Paweł pisze: „Jestem pewien tego, że Ten, który rozpoczął w was dobre dzieło, będzie je kontynuował aż do dnia Jezusa Chrystusa" (Flp 1:6). Bóg nie zostawia rozpoczętych prac.
Rzymian 8:9 nie pozostawia miejsca na wątpliwości: „Wy jednak nie żyjecie według ciała, ale według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka. Jeśli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy". To jest jasny język. Albo masz Ducha Świętego, albo nie masz. Albo należysz do Chrystusa, albo nie należysz. Nie ma trzeciej opcji.
Jeśli uwierzyłeś w Jezusa Chrystusa – MASZ Ducha Świętego. Bez wątpliwości. I to zmienia wszystko w twoim rozumieniu chrztu. Nie idziesz do wody, by otrzymać Ducha. Idziesz do wody, by publicznie potwierdzić to, co Bóg już uczynił – Jego Duch już w tobie zamieszkał.
RÓŻNICA MIĘDZY ZAMIESZKANIEM A NAPEŁNIENIEM DUCHA
Pismo Święte rozróżnia dwa aspekty pracy Ducha Świętego w życiu wierzącego. Zrozumienie tej różnicy jest kluczowe.
Zamieszkanie (greckie oikeō – mieszkać): Duch Święty MIESZKA w tobie od momentu nawrócenia. To jest trwała, nieodwołalna obecność Boga w twoim życiu. „Jeśli kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy" (Rz 8:9). Zamieszkanie to życie Boga w tobie.
Napełnienie (greckie plēroō – wypełnić): Duch Święty WYPEŁNIA cię mocą do służby. To jest dynamiczne doświadczenie mocy Bożej do konkretnych zadań. „Ale otrzymacie moc, gdy Duch Święty zstąpi na was, i będziecie moimi świadkami" (Dz 1:8). Napełnienie to moc Boga przez ciebie.
Zamieszkanie dokonuje się raz, w momencie wiary. Napełnienie może się powtarzać wielokrotnie, w miarę jak powierzasz się Bogu i służysz Mu. O napełnieniu Duchem więcej przeczytasz w rozdziale 6 tej broszury.
Status: Usprawiedliwiony – Prawny aspekt zbawienia
Być może przez lata żyłeś z pytaniem: „Czy jestem wystarczająco dobry dla Boga?" Może starałeś się być lepszym człowiekiem – ale w głębi serca wciąż czułeś niepewność.
Ewangelia odpowiada na to pytanie z przejmującą jasnością: Nie jesteś wystarczająco dobry. I nigdy nie będziesz. Ale to nie koniec odpowiedzi. To dopiero początek dobrej nowiny. Bo chociaż ty nie jesteś wystarczająco dobry, Chrystus jest. I Jego doskonałość została ci przypisana.
To jest sedno prawdy o usprawiedliwieniu. Greckie słowo dikaioō oznacza „uznać za sprawiedliwego", „ogłosić niewinnym". To termin prawniczy. Wyobraź sobie oskarżonego stojącego przed sędzią. Proces dobiegł końca. Sędzia uderza młotkiem i orzeka: „Niewinny!". Nie dlatego, że nie popełnił przestępstwa. Ale dlatego, że ktoś inny poniósł karę za niego.
To właśnie stało się z tobą w momencie, gdy uwierzyłeś w Chrystusa. Apostoł Paweł ujmuje to w jednym z najpiękniejszych wersetów Pisma: „Tego, który nie znał grzechu, On za nas grzechem uczynił, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą" (2 Kor 5:21). To była wielka wymiana: twój grzech za Jego sprawiedliwość.
Efezjan 2:8-9 nie pozostawia żadnych wątpliwości: „Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił". Łaską – nie zasługą. Przez wiarę – nie przez wysiłek. Boży dar – nie twoje osiągnięcie. Nie z uczynków – żadne dobre czyny nie mogą cię zbawić.
Rzymian 8:1 ogłasza triumfalnie: „Nie ma już więc żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie". Słowo „już" oznacza, że to się stało. W momencie wiary. Nie jutro, nie po chrzcie, nie po latach pobożnego życia. Już. Teraz. I słowo „żadnego" nie pozostawia miejsca na wątpliwości. Zero potępienia.
Twoje zbawienie nie zależy od tego, czy nie zgrzeszysz przed śmiercią. Zależy od tego, czy Chrystus dokończył dzieła na krzyżu. A On dokończył. „Wykonało się!" – były Jego ostatnie słowa (J 19:30). Nie „prawie się wykonało". Wykonało się.
Od niewolnika do syna
Są dwa sposoby życia przed Bogiem. Pierwszy system – niewolnictwo religii. W tym systemie jesteś niewolnikiem, który musi zasłużyć na akceptację. Twój status zależy od twoich uczynków. Żyjesz w nieustannym strachu, że Bóg może cię odrzucić. A w głębi serca jest pustka, bo wiesz, że nigdy nie będziesz wystarczająco dobry.
Drugi system – synostwo. W tym systemie jesteś synem lub córką. Twój status nie zależy od twoich uczynków, ale od dzieła Chrystusa. Akceptacja jest ci dana, nie musisz jej zarabiać. Żyjesz w pewności, że Bóg jest twoim kochającym Ojcem. I w sercu jest pokój, bo wiesz, że jesteś kochany.
Apostoł Paweł pisze: „Lecz gdy nadeszła pełnia czasu, Bóg wysłał Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy byli pod Prawem, abyśmy synostwo otrzymali" (Ga 4:4-5). Zauważ cel: „abyśmy synostwo otrzymali". Bóg nie chce cię jako niewolnika. Chce cię jako dziecko.
„A że jesteście synami, przeto Bóg wysłał Ducha Syna swego do serc naszych, który woła: Abba, Ojcze!" (Ga 4:6). Słowo Abba jest aramejskim, intymnym określeniem ojca. To nie oficjalne „ojcze", ale ciepłe „tatusiu", „tato". Jezus użył tego słowa w Ogrodzie Getsemane. I teraz Paweł mówi, że TY możesz używać tego samego słowa.
„Tak więc nie jesteś już niewolnikiem, ale synem, a jeśli synem, to i dziedzicem z Boga przez Chrystusa" (Ga 4:7). Jesteś dziedzicem. Wszystko, co należy do Ojca, kiedyś będzie twoje. Dziedzic służy ojcu nie z przymusu, ale z wdzięczności i miłości.
Jak to zmienia twoje rozumienie chrztu? Jeśli podchodzisz do chrztu jak niewolnik, myślisz: „Może to w końcu przekona Boga, że jestem wystarczająco pobożny". Ale jeśli podchodzisz jak syn, myślisz: „To mój pierwszy akt posłuszeństwa jako dziecko, które wie, że jest kochane. To moje publiczne 'dziękuję' za to, czego Bóg już dokonał".
Chrzest nie jest próbą przekonania Boga do siebie. Jest celebracją tego, że Bóg już cię przyjął. Nie wchodzisz do wody, by stać się dzieckiem Bożym. Wchodzisz do wody, bo nim jesteś.
MÓJ CHRZEST JAKO NIEWOLNIK CZY SYN?
Zanim przejdziesz dalej, zatrzymaj się na moment i zadaj sobie szczere pytanie: Z jakiej perspektywy patrzę na chrzest? Czy myślę: „Muszę to zrobić, bo inaczej Bóg się na mnie obrazi"? Czy raczej: „Pragnę tego, bo kocham Tego, który pierwszy mnie ukochał"?
Jeśli w twoim sercu dominuje przymus i lęk – porozmawiaj z pastorem zanim podejmiesz decyzję o chrzcie. Bóg nie chce religijnych rytuałów wykonywanych z przymusu. On pragnie relacji z tobą – relacji opartej na miłości, nie na strachu.
Podsumowanie rozdziału
Zanim wejdziesz do wody, zapamiętaj cztery fundamentalne prawdy o tym, kim już jesteś:
- Metanoia – rewolucja serca już się w tobie dokonała. Przyjąłeś Chrystusa osobiście, świadomie. Twoja wiara nie jest odziedziczona – jest twoja własna. I to ona uczyniła cię dzieckiem Bożym.
- Duch Święty już w tobie mieszka. Został ci dany w momencie wiary. Jest Bożym pierścionkiem zaręczynowym – gwarancją, że dokończy dzieła, które w tobie rozpoczął.
- Jesteś usprawiedliwiony – uznany za sprawiedliwego. To nie opiera się na twoich uczynkach, ale na dziele Chrystusa. Nie ma już żadnego potępienia dla tych, którzy są w Nim.
- Jesteś synem, nie niewolnikiem. Bóg przyjął cię jako swoje dziecko. Możesz mówić do Niego „Abba, Ojcze". Służysz z wdzięczności, nie z lęku.
Chrzest nie dodaje ci żadnego z tych darów. Już je masz. Chrzest to twoje publiczne „TAK" na to, co Bóg już uczynił.
A teraz pytanie: Czy zrozumiałeś, kim jesteś w Chrystusie? Czy wiesz, że jesteś dzieckiem Bożym, mieszkaniem Ducha, usprawiedliwionym grzesznikiem, dziedzicem Królestwa?
Jeśli tak – jesteś gotowy, by odkryć, czym dokładnie jest chrzest wodny. O tym w następnym rozdziale.
ROZDZIAŁ 2
Czym jest Chrzest wodny?
Publiczne „TAK” na Bożą łaskę
Teraz, gdy już wiesz, kim jesteś w Chrystusie, pora odpowiedzieć na pytanie: jeśli chrzest nie ratuje mnie przed piekłem, nie daje mi Ducha Świętego i nie zmienia mojego statusu przed Bogiem – to po co w ogóle się chrzcić? Czy to tylko religijny rytuał? Tradycja, którą trzeba zachować? A może coś więcej?
Odpowiedź brzmi: to o wiele więcej. Chrzest wodny jest jednym z najpiękniejszych i najpotężniejszych aktów w życiu wierzącego. Ale by to zrozumieć, musimy najpierw oczyścić grunt z pewnych nieporozumień.
Czym chrzest NIE jest
Zacznijmy od tego, czym chrzest NIE jest. To ważne, bo wiele osób podchodzi do chrztu z błędnymi oczekiwaniami – i potem doświadcza rozczarowania albo nie rozumie, dlaczego to w ogóle ma znaczenie.
Chrzest NIE ratuje cię przed potępieniem. Nie jest biletem wstępu do nieba. Nie daje ci zbawienia. Zbawienie przychodzi przez wiarę w Jezusa Chrystusa, nie przez wodę. Łotr na krzyżu nie został ochrzczony – a Jezus powiedział mu: „Zaprawdę powiadam ci, dziś będziesz ze mną w raju" (Łk 23:43). Wiara wystarczyła. Gdyby chrzest był warunkiem zbawienia, Jezus by skłamał.
Chrzest NIE usuwa magicznie twoich grzechów. Woda nie ma w sobie żadnej nadprzyrodzonej mocy oczyszczania. To nie jest czarodziejski rytuał, po którym jesteś inną osobą. Twoje grzechy zostały zmyte krwią Chrystusa, nie wodą chrztu. 1 Jana 1:7 mówi jasno: „Krew Jezusa Chrystusa, Syna Jego, oczyszcza nas od wszelkiego grzechu". Krew, nie woda.
Chrzest NIE jest powtórzeniem sakramentu z dzieciństwa. Nie „poprawiasz" czegoś, co było źle zrobione. Nie „uzupełniasz" brakującego elementu. Chrzest niemowlęcy i chrzest wierzących to dwie zupełnie różne rzeczy – różnią się teologią, znaczeniem i podstawą biblijną. Gdy decydujesz się na chrzest jako wierzący dorosły człowiek, nie „powtarzasz" sakramentu. Po prostu po raz pierwszy w życiu spełniasz biblijne polecenie Jezusa dotyczące chrztu.
To są rzeczy, których chrzest NIE robi. A co robi?
Czym chrzest JEST
Publiczne wyznanie wiary
Po pierwsze, chrzest jest publicznym wyznaniem twojej wiary. To moment, gdy stajesz przed ludźmi – rodziną, przyjaciółmi, wspólnotą kościelną – i mówisz głośno: „Należę do Jezusa Chrystusa".
Jezus powiedział: „Każdego, kto się do mnie przyzna przed ludźmi, do tego i Ja się przyznam przed Ojcem moim, który jest w niebie. Lecz kto się mnie zaprze przed ludźmi, tego i Ja się zaprę przed Ojcem moim, który jest w niebie" (Mt 10:32-33). To są poważne słowa. Jezus nie zadowala się wiarą ukrytą w sercu. Pragnie, byś publicznie stanął po Jego stronie.
W pierwszym wieku po Chrystusie, gdy chrześcijaństwo było prześladowane, chrzest był aktem ogromnej odwagi. Oznaczał spalenie mostów. Żyd, który się chrzcił, był wyrzucany z synagogi. Poganin, który przyjmował chrzest, ryzykował utratę rodziny, pracy, a czasem i życia. Chrzest był linią na piasku: „Od dziś jestem po stronie Chrystusa, bez względu na konsekwencje".
Dzisiaj w Polsce może nie ryzykujesz życia. Ale wciąż ryzykujesz coś – może reakcję rodziny, może pogorszenie relacji z bliskimi, może niezrozumienie, a czasem gniew. I właśnie dlatego chrzest ma sens. To nie jest łatwe „tak", wypowiedziane w ukryciu. To publiczne, głośne, odważne wyznanie: „Chrystus jest moim Panem".
Akt posłuszeństwa wobec Chrystusa
Po drugie, chrzest jest aktem posłuszeństwa. Ostatnie słowa, jakie Jezus wypowiedział przed wniebowstąpieniem, brzmiały: „Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem" (Mt 28:19-20). To polecenie. Nie sugestia. Nie opcja dla szczególnie pobożnych. Polecenie dla każdego, kto chce być uczniem Jezusa.
Czy możesz być zbawionym chrześcijaninem bez chrztu? Tak – tak jak łotr na krzyżu. Ale czy możesz być posłusznym uczniem Jezusa bez chrztu? Nie. Bo Jezus przykazał: chrzcić i być ochrzczonym. A miłość do Chrystusa objawia się w posłuszeństwie. Jezus powiedział: „Jeśli mnie miłujecie, przykazań moich przestrzegać będziecie" (J 14:15).
Chrzest jest twoim pierwszym świadomym krokiem posłuszeństwa jako uczeń Chrystusa. Nie robisz tego, bo „musisz", ale dlatego, że kochasz Tego, który cię pierwszy ukochał. To odpowiedź miłości na miłość.
Symbol zjednoczenia z Chrystusem
Po trzecie – i to najbardziej teologicznie głębokie znaczenie – chrzest jest symbolem twojego zjednoczenia z Chrystusem. Paweł pisze: „Czyż nie wiecie, że my wszyscy, którzyśmy zostali ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni? Zostaliśmy więc wraz z nim pogrzebani przez chrzest w śmierć po to, aby, jak Chrystus został wskrzeszony z martwych przez chwałę Ojca, tak i my w nowym życiu chodzili" (Rz 6:3-4).
To rzeczywistość, która już się dokonała duchowo w momencie twojego nawrócenia. Ale chrzest ją wizualizuje. Robi to widzialnym, namacalnym, niezapomnianym. Gdy za dziesięć lat będziesz w trudnym momencie życia, będziesz mógł wrócić pamięcią do tego dnia i powiedzieć: „Pamiętam. Byłem tam, w wodzie. Umarłem i zmartwychwstałem z Chrystusem. Jestem nowym stworzeniem". Więcej na ten temat przeczytasz w rozdziale 4.
Odpowiedź dobrego sumienia wobec Boga
Po czwarte, Piotr daje nam jeszcze jedną perspektywę. Pisze: „Ona jest obrazem chrztu, który teraz i was zbawia, a jest nie pozbyciem się cielesnego brudu, lecz prośbą do Boga o dobre sumienie przez zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa” (BW, 1 P 3:21).
Zwróć uwagę: Piotr jasno mówi, że chrzest NIE jest „zmyciem brudu cielesnego". To nie fizyczne oczyszczenie. Ale jest „zobowiązaniem się dobrego sumienia wobec Boga". Innymi słowy, chrzest jest twoją odpowiedzią na Boże zbawienie. Bóg ci coś dał – ty odpowiadasz. Bóg cię uratował – ty publicznie to potwierdzasz. Bóg cię pokochał – ty mówisz „dziękuję" w najbardziej widoczny sposób.
To trochę jak ślub. Miłość między dwojgiem ludzi istnieje przed ślubem. Nikt nie mówi: „Dopiero ślub sprawi, że się pokochamy". Ale ślub jest publiczną deklaracją tej miłości. Ślubowaniem wierności. Zobowiązaniem się przed świadkami. I tak samo chrzest – nie tworzy twojej relacji z Bogiem, ale publicznie ją deklaruje. Ślubuje wierność. Zobowiązuje się przed świadkami.
HISTORIA CHRZTU W PIERWOTNYM KOŚCIELE
Jak wyglądał chrzest w czasach apostołów?
W pierwszych wiekach chrześcijaństwa chrzest był uroczyście świętowany. Kandydaci przechodzili okres nauczania (katechumenat), podczas którego uczyli się podstaw wiary. Gdy nadchodził dzień chrztu – często była to noc Wielkanocy – kandydaci zdejmowali stare szaty (symbol starego życia), wchodzili do wody i byli zanurzani trzy razy: w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego. Potem wychodzili z wody, otrzymywali nowe białe szaty (symbol nowego życia) i po raz pierwszy uczestniczyli w Wieczerzy Pańskiej razem z całą wspólnotą.
Był to moment pełen radości i powagi zarazem. Wspólnota witała nowych braci i siostry jako pełnoprawnych członków Ciała Chrystusa. A nowo ochrzczeni wiedzieli, że przekroczyli punkt bez odwrotu – teraz należą do Chrystusa, bez względu na konsekwencje.
Znaczenie formy: zanurzenie w wodzie
Może się zastanawiasz: czy ma znaczenie, w jaki sposób jestem chrzczony? Czy musi to być zanurzenie, czy wystarczy pokropienie?
Odpowiedź znajdziesz w samym słowie. Greckie słowo baptizō oznacza „zanurzyć", „pogrążyć". Nie oznacza „pokropić" (do tego jest inne słowo: rhantizō). Już samo użycie tego słowa wskazuje, jaka była praktyka pierwszego Kościoła.
Ale nie chodzi tylko o lingwistykę. Chodzi o symbolikę. Pogrzebanie wymaga zanurzenia. Gdy ktoś umiera, nie posypuje się go garścią ziemi – chowa się go w grobie. Zanurzenie w wodzie jest obrazem pogrzebania. Wynurzenie jest obrazem zmartwychwstania. Pokropienie nie oddaje tej symboliki.
Patrząc na relacje z chrztu w Dziejach Apostolskich, widzimy, że zawsze odbywał się tam, gdzie było dużo wody. Jan Chrzciciel chrzcił w Jordanie (Mt 3:6). Filip i dworzanin etiopski zeszli razem do wody i wyszli z wody (Dz 8:38-39). To sugeruje zanurzenie, nie pokropienie.
Czy Bóg odrzuci kogoś, kto został pokropiony wodą? Oczywiście, że nie. Zbawienie nie zależy od sposobu chrztu. Ale jeśli chcemy być wierni biblijnemu wzorcowi i pełni symboliki chrztu, zanurzenie jest najbardziej odpowiednie.
Kiedy powinieneś się ochrzcić?
Ostatnie pytanie: kiedy? Jak długo powinienem czekać po nawróceniu?
Odpowiedź biblijna jest zaskakująco prosta: nie ma powodu do zwlekania. W Dziejach Apostolskich ludzie chrzcili się niezwykle szybko po uwierzeniu:
- Dzień Pięćdziesiątnicy: Trzy tysiące osób uwierzyło i tego samego dnia zostało ochrzczonych (Dz 2:41)
- Dworzanin etiopski: Usłyszał Ewangelię od Filipa, uwierzył, zobaczył wodę i powiedział: „Oto woda, cóż mi przeszkadza, abym został ochrzczony?" (Dz 8:36). Nie czekali. Zatrzymali rydwan i Filip go ochrzcił.
- Paweł: Po nawróceniu pod Damaszkiem „wstał i został ochrzczony" (Dz 9:18). Nie czekał tygodni ani miesięcy.
- Korneliusz: Gdy Duch Święty zstąpił na niego i jego dom, Piotr powiedział: „Czy może ktoś odmówić wody do chrztu tym, którzy otrzymali Ducha Świętego?" (Dz 10:47). I natychmiast ich ochrzcił.
- Strażnik więzienny: W środku nocy, po trzęsieniu ziemi i uwolnieniu więźniów, strażnik uwierzył w Chrystusa. I „od razu został ochrzczony, on i wszyscy jego domownicy" (Dz 16:33). Nie czekali do rana.
Widzisz wzór? Nie ma długiego okresu oczekiwania. Nie ma zawiłych procedur. Uwierzyłeś – chrzest jest naturalnym, natychmiastowym następnym krokiem.
Oczywiście, dziś wspólnoty kościelne często pragną, byś przeszedł podstawowe nauczanie o chrzcie – aby upewnić się, że rozumiesz, co robisz. To mądre. Ale jeśli już rozumiesz Ewangelię, jeśli naprawdę przyjąłeś Chrystusa, jeśli pragniesz Go publicznie wyznać – nie ma powodu, by czekać latami.
Chrzest nie jest nagrodą za doskonałe życie chrześcijańskie. Jest pierwszym krokiem posłuszeństwa niedoskonałego ucznia, który pragnie iść za swoim Panem.
Podsumowanie
Czym więc jest chrzest wodny?
To nie jest bilet do nieba. To nie jest magiczny rytuał. To nie jest powtórzenie czegoś, co „powinno się zrobić lepiej" w dzieciństwie.
Chrzest jest:
- Publicznym wyznaniem twojej wiary w Jezusa Chrystusa
- Aktem posłuszeństwa wobec Jego polecenia
- Symbolem zjednoczenia z Jego śmiercią i zmartwychwstaniem
- Odpowiedzią dobrego sumienia na Boże zbawienie
To najpiękniejszy akt zewnętrzny, jaki może wykonać wierzący. To moment, gdy to, co niewidzialne, staje się widzialne. Gdy to, co duchowe, znajduje fizyczny wyraz. Gdy twoje serce mówi światu: „Należę do Jezusa. Teraz i na zawsze".
A teraz pytanie: Czy rozumiesz już, czym jest chrzest?
Jeśli tak, pora na trudniejsze pytanie. Pytanie, które nurtuje wielu wierzących w Polsce, gdzie tradycja chrztu niemowlęcego jest głęboko zakorzeniona w kulturze: Dlaczego chrzest wierzących, a nie niemowląt? I co z moim chrztem z dzieciństwa?
O tym w następnym rozdziale.
ROZDZIAŁ 3
DLACZEGO CHRZEST WIERZĄCYCH, A NIE NIEMOWLĄT?
Wiara, która mówi „Tak”
To może być najtrudniejszy rozdział tej broszury. Nie dlatego, że teologia jest skomplikowana, ale dlatego, że dotyka czegoś bardzo osobistego. Jeśli dorastałeś w Polsce, prawdopodobnie zostałeś ochrzczony jako niemowlę w kościele rzymskokatolickim. Twoi rodzice, dziadkowie, może całe pokolenia twojej rodziny było ochrzczone w ten sam sposób. To część twojej tożsamości, część historii twojej rodziny, część polskiej tradycji.
I teraz słyszysz, że powinieneś się ochrzcić ponownie. Albo raczej – ochrzcić po raz pierwszy jako wierzący. To może budzić zamęt. Może budzić dyskomfort. A czasem nawet poczucie winy – jakbyś zdradził coś ważnego.
Proszę, przeczytaj ten rozdział z otwartym sercem. Nie piszę tego, by atakować twoją rodzinę, tradycję czy kościół, w którym dorastałeś. Piszę, by pomóc ci zrozumieć biblijny wzór chrztu – i odpowiedzieć na pytanie, które być może dręczy cię w sercu: „Czy mój chrzest jako niemowlę nie wystarczy?"
Wzór nowotestamentowy: najpierw wiara, potem chrzest
Jeśli chcesz zrozumieć, jak powinien wyglądać chrzest, musisz wrócić do źródła – do Nowego Testamentu. Nie do tradycji, nie do praktyki kościelnej, która rozwijała się przez wieki, ale do Biblii. Co mówi Słowo Boże?
Gdy przeczytasz Dzieje Apostolskie – księgę, która opisuje pierwsze lata istnienia Kościoła – zauważysz jasny, niezmienny wzór. Za każdym razem, gdy ktoś zostaje ochrzczony, kolejność jest taka sama: najpierw słyszenie Ewangelii, potem wiara, potem chrzest.
Nigdy odwrotnie. Nigdy chrzest przed wiarą. Zawsze wiara otwiera drzwi do chrztu.
Dzień Pięćdziesiątnicy – narodziny Kościoła
Zaczęło się w Dniu Pięćdziesiątnicy. Piotr stanął przed tłumem i ogłosił Ewangelię: Jezus, którego ukrzyżowaliście, zmartwychwstał. On jest Panem i Mesjaszem. Ludzie usłyszeli „byli poruszeni do głębi” (Dz 2:37). Zapytali: „Co mamy czynić?"
Odpowiedź Piotra jest kluczowa: „A Piotr do nich: Upamiętajcie się i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego” (BW, Dz 2:38).
Zauważ kolejność: nawróćcie się – a potem przyjmijcie chrzest. Nawrócenie najpierw. Wiara najpierw. Chrzest potem.
I co się stało? „Ci więc, którzy przyjęli słowo jego, zostali ochrzczeni, i przyłączyło się owego dnia około trzech tysięcy dusz" (Dz 2:41). Najpierw przyjęli słowo – uwierzyli. Potem zostali ochrzczeni. Trzy tysiące dorosłych, świadomych wierzących, którzy osobiście podjęli decyzję.
Filip i ludzie w Samarii
Kolejny przykład. Filip przyszedł do Samarii i głosił Chrystusa. „Gdy jednak uwierzyli Filipowi, który im zwiastował dobrą nowinę o Królestwie Bożym i o imieniu Jezusa Chrystusa, przyjmowali chrzest, mężczyźni i kobiety" (Dz 8:12).
Znowu: uwierzyli – i wtedy przyjmowali chrzest. Nie odwrotnie.
Filip i dworzanin etiopski
Później Filip spotkał etiopskiego dworzanina, który czytał Księgę Izajasza. Filip wyjaśnił mu Ewangelię o Jezusie. I oto reakcja dworzanina: „A gdy tak jechali drogą, przybyli nad jakąś wodę, a eunuch rzekł: Oto woda; cóż stoi na przeszkodzie, abym został ochrzczony? Filip zaś powiedział mu: Jeśli wierzysz z całego serca, możesz. A odpowiadając, rzekł: Wierzę, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym. I kazał zatrzymać wóz, zeszli obaj, Filip i eunuch, do wody, i ochrzcił go” (BW, Dz 8:36-38).
To jest piękny, jasny przykład. Dworzanin pyta: „Cóż stoi na przeszkodzie?" Filip odpowiada: „Jeśli wierzysz z całego serca, możesz". Wiara jest warunkiem. Dworzanin wyznaje wiarę – i dopiero wtedy zostaje ochrzczony.
Paweł – prześladowca, który stał się apostołem
Szaweł z Tarsu – gorliwy prześladowca chrześcijan – spotkał zmartwychwstałego Jezusowi na drodze do Damaszku. Był ślepy przez trzy dni. Ananiasz przyszedł do niego i powiedział: „Bracie Szawle, Pan mnie posłał – Jezus, który ci się ukazał na drodze, którą szedłeś – abyś odzyskał wzrok i został napełniony Duchem Świętym" (Dz 9:17). I co się stało? „I natychmiast jakby łuski spadły z jego oczu i odzyskał wzrok, i wstał, i został ochrzczony" (Dz 9:18).
Paweł już uwierzył – na drodze do Damaszku. Już się nawrócił. I teraz, jako wierzący, zostaje ochrzczony.
Korneliusz – pierwszy poganin w Kościele
Historia Korneliusza jest szczególnie ważna, bo pokazuje, że chrzest przychodzi PO tym, jak Duch Święty już zamieszkał w człowieku. Piotr głosił Ewangelię w domu Korneliusza, i „gdy Piotr jeszcze mówił te słowa, Duch Święty zstąpił na wszystkich, którzy słuchali słowa" (Dz 10:44). Najpierw usłyszeli, uwierzyli, otrzymali Ducha. A co Piotr zrobił potem?
„Wtedy Piotr odezwał się: Czy może ktoś odmówić wody do chrztu tym, którzy otrzymali Ducha Świętego tak jak i my? I rozkazał ich ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa" (Dz 10:47-48).
To jest niezwykle jasne. Oni już mieli Ducha Świętego. Już byli zbawieni. A chrzest był potwierdzeniem tego, co Bóg już uczynił.
Lidia – pierwsza nawrócona w Europie
W mieście Filipia, Paweł spotkał kobietę imieniem Lidia. „Pewna bogobojna niewiasta, imieniem Lidia, handlarka purpurą z miasta Tiatyry, słuchała, a Pan otworzył jej serce, tak że zważała na to, co Paweł mówił. A gdy została ochrzczona ona i jej dom..." (Dz 16:14-15).
Pan otworzył jej serce – ona uwierzyła – i wtedy została ochrzczona wraz ze swoim domem. Wiara najpierw.
Strażnik więzienny – nawrócenie w środku nocy
Ta historia jest szczególnie dramatyczna. Paweł i Sylas są w więzieniu. Trzęsienie ziemi otwiera drzwi. Strażnik, myśląc że więźniowie uciekli, chce popełnić samobójstwo. Paweł go powstrzymuje. I wtedy strażnik pada przed nimi i pyta: „Panowie, co mam czynić, aby być zbawionym?"
Odpowiedź Pawła: „Uwierz w Pana Jezusa Chrystusa, a będziesz zbawiony, ty i twój dom" (Dz 16:30-31). I co się stało? „I głosili mu słowo Pańskie, i wszystkim, którzy byli w jego domu. I wziąwszy ich w tę godzinę nocy, obmył im rany, i od razu został ochrzczony, on i wszyscy jego domownicy" (Dz 16:33).
Najpierw usłyszeli słowo. Potem uwierzyli. Potem zostali ochrzczeni. Nawet w środku nocy, nawet w nagłym momencie – kolejność pozostała ta sama.
Co te przykłady nam mówią?
Jeśli przeczytasz wszystkie relacje o chrzcie w Nowym Testamencie – a przeczytałeś je właśnie teraz – zobaczysz jeden niezmienny wzór:
- Słuchanie Ewangelii – ktoś głosi dobrą nowinę o Jezusie
- Wiara – człowiek przyjmuje tę wiadomość, wierzy, nawraca się
- Chrzest – jako świadomy, publiczny akt wiary
Nigdy nie widzisz chrztu niemowląt. Nigdy nie widzisz chrztu ludzi, którzy jeszcze nie uwierzyli. Zawsze chrzest jest odpowiedzią na wiarę.
Dlaczego? Bo chrzest wymaga osobistej, świadomej decyzji. Wymaga, byś rozumiał, co robisz. Wymaga, byś mógł powiedzieć: „Wierzę w Jezusa Chrystusa. Oddaję Mu swoje życie. I teraz publicznie to ogłaszam".
Niemowlę nie może tego zrobić. Małe dziecko nie może podjąć świadomej decyzji wiary. Rodzice mogą je przyprowadzić. Księża mogą je pokropić wodą. Ale dziecko samo nie może uwierzyć, nie może się nawrócić, nie może podjąć decyzji pójścia za Chrystusem.
I dlatego chrzest niemowlęcy – choć może być piękną tradycją, choć może wyrażać pragnienie rodziców, by dziecko należało do Boga – nie jest tym, o czym mówi Nowy Testament.
Ale czy Biblia nie wspomina o chrzczeniu „całych domów”?
Ktoś może zapytać: Ale przecież czytamy o chrzczeniu całych domów – Lidia i jej dom, strażnik więzienny i jego dom. Czy tam nie mogły być dzieci? Czy to nie pokazuje, że chrzest niemowląt jest biblijny?
To dobre pytanie. I odpowiedź brzmi: możliwe, że w tych domach były dzieci. Ale nic w tekście nie sugeruje, że dzieci były chrzczone.
Spójrzmy uważnie na te fragmenty. W przypadku strażnika więziennego czytamy: „I głosili mu słowo Pańskie, i wszystkim, którzy byli w jego domu" (Dz 16:32). Słowo było głoszone wszystkim w domu. A potem: „i od razu został ochrzczony, on i wszyscy jego domownicy" (Dz 16:33).
Jeśli słowo było głoszone wszystkim, i wszyscy zostali ochrzczeni, to logiczne jest, że wszyscy, którzy zostali ochrzczeni, usłyszeli i uwierzyli. To sugeruje, że byli to ludzie zdolni do rozumienia Ewangelii – dorośli lub młodzież, nie niemowlęta.
Podobnie w przypadku Korneliusza: „Gdy Piotr jeszcze mówił te słowa, Duch Święty zstąpił na wszystkich, którzy słuchali słowa" (Dz 10:44). Duch zstąpił na tych, którzy słuchali. A potem zostali ochrzczeni. To byli ludzie, którzy mogli świadomie słuchać i odpowiedzieć wiarą.
W całym Nowym Testamencie nie ma ani jednego wyraźnego przykładu chrztu niemowlęcia. Ani jednego przypadku, gdzie ktoś zostaje ochrzczony bez wcześniejszej wiary.
CZY MÓJ CHRZEST JAKO NIEMOWLĘ NIE DA SIĘ ZALICZYĆ NA CHRZEST WIARY?
To pytanie pada bardzo często. I rozumiem, dlaczego. Chrzest jako niemowlę był ważnym momentem dla twoich rodziców, dla twojej rodziny. Może masz pamiątkowe zdjęcia, może twoje imię zostało wpisane do księgi parafialnej. To część twojej historii.
Ale pytanie nie brzmi: „Czy ten moment był ważny?" Pytanie brzmi: „Czy to był biblijny chrzest?"
Odpowiedź, choć może być trudna do przyjęcia, jest jasna: nie. Dlaczego? Bo w momencie chrztu jako niemowlę nie miałeś wiary. Nie mogłeś mieć wiary – byłeś dzieckiem. Nie podjąłeś osobistej decyzji. Nie wyznałeś Chrystusa jako Pana. Nie mogłeś być posłuszny poleceniu Jezusa, bo nie byłeś zdolny do posłuszeństwa.
Chrzest niemowlęcy może być pięknym gestem rodziców, wyrazem ich pragnień i nadziei. Ale nie jest to biblijny chrzest, bo brakuje w nim najważniejszego elementu: twojej osobistej wiary.
Czy Bóg patrzy na ten chrzest z gniewem? Oczywiście, że nie. Czy twoi rodzice zrobili coś złego? Nie – działali zgodnie z tradycją, w której wzrastali, z najlepszymi intencjami.
Ale teraz, gdy już sam przyjąłeś Chrystusa, gdy ty osobiście uwierzyłeś, gdy ty pragniesz pójść za Nim – nadszedł czas, byś wypełnił biblijne polecenie chrztu. Po raz pierwszy w swoim życiu.
Szacunek dla tradycji, wierność Słowu
Rozumiem, że to wszystko może brzmieć, jakbyś odrzucał coś ważnego. Jakbyś mówił, że twoja rodzina się myliła, że tradycja twojego kościoła jest niewłaściwa, że twoi przodkowie żyli w błędzie.
Ale to nie o to chodzi.
Tradycja ma wartość. Historia ma znaczenie. Pobożność pokoleń, które żyły przed tobą, zasługuje na szacunek. Ale żadna tradycja nie może zastąpić Słowa Bożego. Gdy tradycja i Biblia mówią coś innego, wybór jest jasny: musimy iść za Biblią.
Jezus sam to powiedział, gdy faryzeuszowie krytykowali Jego uczniów za nieprzestrzeganie tradycji: „I mówił im: Chytrze uchylacie przykazanie Boże, aby naukę swoją zachować (BW, Mk 7:9). Ostrzegał przed stawianiem ludzkiej tradycji ponad Boże Słowo.
Nie mówisz, że twoi przodkowie byli źli. Mówisz, że ty chcesz żyć zgodnie z tym, co mówi Biblia. Nie atakujesz kościoła rzymskokatolickiego. Po prostu wybierasz drogę, którą pokazuje ci Nowy Testament.
I to nie jest zdrada. To jest wierność – wierność Chrystusowi i Jemu Słowu.
Podsumowanie
Dlaczego chrzest wierzących, a nie niemowląt?
- Bo Biblia pokazuje jasny wzór: najpierw wiara, potem chrzest. Zawsze. Bez wyjątków.
- Bo chrzest wymaga osobistej, świadomej decyzji – a niemowlę nie może jej podjąć.
- Bo chrzest jest wyznaniem wiary – a niemowlę nie może wyznać wiary.
- Bo chrzest jest aktem posłuszeństwa – a niemowlę nie może być posłuszne.
Czy twój chrzest jako niemowlę był „zły"? Nie. Ale czy był biblijnym chrztem wierzącego? Też nie.
I teraz, gdy już ty sam przyjąłeś Chrystusa, gdy ty wierzysz, gdy ty chcesz iść za Nim – nadszedł czas, byś wypełnił Jego polecenie. Nie „powtarzasz" sakramentu. Po raz pierwszy w życiu spełniasz biblijne polecenie chrztu jako świadomy, wierzący uczeń Jezusa Chrystusa.
To nie jest odrzucenie przeszłości. To jest krok naprzód w wierze.
A teraz nadchodzi czas, by zgłębić teologię tego, co dzieje się podczas chrztu. Co oznacza być „zjednoczonym z Chrystusem"? Co się zmienia, a co pozostaje takie samo? O tym w następnym rozdziale.
ROZDZIAŁ 4
ZJEDNOCZENI Z CHRYSTUSEM
Drama zbawienia rozegrana w wodzie
Przygotuj się. Ten rozdział jest sercem tej broszury. Tu dotrzemy do najgłębszej, najbardziej przemieniającej prawdy o chrzcie. Prawdy, która może całkowicie odmienić twoje rozumienie tego, kim jesteś w Chrystusie.
Chrzest to nie tylko mokra ceremonia. To nie tylko publiczne wyznanie. To coś o wiele potężniejszego. To drama zbawienia rozegrana na twoich oczach. To teatr Bożej łaski, w którym ty jesteś głównym aktorem. To wizualne kazanie, które zobaczy każdy – ty, twoja rodzina, wspólnota – i które pozostanie w pamięci na zawsze.
Apostoł Paweł pisze: „Czyż nie wiecie, że my wszyscy, którzyśmy zostali ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni? Zostaliśmy więc wraz z nim pogrzebani przez chrzest w śmierć po to, aby, jak Chrystus został wskrzeszony z martwych przez chwałę Ojca, tak i my w nowym życiu chodzili" (Rz 6:3-4).
To nie jest metafora. To jest rzeczywistość duchowa, która staje się widzialna w wodzie. Trzy akty. Trzy etapy. Każdy niesie w sobie przemieniającą prawdę.
AKT PIERWSZY: Stoisz w wodzie – Chrystus wisi na krzyżu
Wyobraź sobie tę scenę. Stoisz w wodzie – może w rzece, może w baptysterium (basenie chrzcielnym), może w jeziorze. Woda sięga ci do pasa. Obok stoi pastor lub ktoś ze starszych kościoła, gotowy cię zanurzyć. Wspólnota patrzy. Może jest twoja rodzina. Może przyjaciele. Może ludzie, których dopiero poznałeś w kościele.
I w tym momencie – zanim jeszcze zanurzysz się pod wodę – dzieje się coś głębokiego.
Identyfikujesz się z Chrystusem wiszącym na krzyżu.
Stoisz w wodzie i mówisz – może nie słowami, ale całym sobą – „To ja powinienem tam wisieć. To moje grzechy przygwoździły Syna Bożego do tego drewna. To moja pycha, moje kłamstwa, moja nieczystość, mój egoizm, moja buntowniczość przeciw Bogu zasłużyły na śmierć".
Paweł pisał: „Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami" (Rz 5:8). Nie umarł za ludzi, którzy już się poprawili. Nie umarł za tych, którzy zasłużyli. Umarł za grzeszników. Za ciebie. Za mnie. Gdy byliśmy jeszcze Jego wrogami.
I teraz, stojąc w wodzie, wyznajesz tę prawdę publicznie. Nie próbujesz udawać, że jesteś lepszy, niż jesteś. Nie ukrywasz swojej grzeszności. Mówisz głośno – przed ludźmi, przed Bogiem – „Zasłużyłem na śmierć. Ale On umarł zamiast mnie".
To jest pierwszy akt identyfikacji. Mówisz: „Jego krzyż był moim krzyżem. Jego cierpienie była karą za mój grzech. Jego krew zmyła moje winy".
Izajasz prorokował setki lat przed ukrzyżowaniem: „On został zraniony za nasze występki, zdruzgotany za nasze winy; spadła nań chłosta zbawienna dla nas, a w jego ranach jest nasze uzdrowienie" (Iz 53:5). To nie były Jego winy. To były twoje. To nie było Jego cierpienie. To było twoje – ale On je wziął na siebie.
I teraz, w wodzie, przed całym światem, mówisz: „Wierzę w to. Przyjmuję to. To za mnie On umarł".
AKT DRUGI: Zanurzenie pod wodą – Chrystus umiera i zostaje złożony do grobu
Teraz nadchodzi najbardziej dramatyczny moment. Pastor kładzie rękę na twoich plecach, może drugą na twoim czole. Wypowiadane są słowa: „Na wyznanie twojej wiary w Jezusa Chrystusa, chrzczę cię w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego".
I zanurzasz się. Woda zamyka się nad twoją głową. Cała twoja osoba jest pod wodą. To jest symbol śmierci.
Paweł pisze: „W śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni" (Rz 6:3). To znaczy: zanurzyliśmy się w Jego śmierć. Zjednoczyliśmy się z Nim w tym, co najciemniejsze, najtrudniejsze, najbardziej bolesne – w śmierci.
Gdy jesteś pod wodą, symbolicznie umierasz razem z Chrystusem. Twoje stare życie – życie w grzechu, życie oddzielone od Boga, życie pod potępieniem – zostaje przerwane. Zakończone. Pogrzebane.
Paweł idzie jeszcze dalej: „Zostaliśmy więc wraz z nim pogrzebani przez chrzest w śmierć" (Rz 6:4). Pogrzebani. Woda jest jak pokrywa grobu, która zamyka się nad umarłym. To nie jest powierzchowne pokropienie – to jest pełne zanurzenie, pełne pogrzebanie.
Dlaczego to ma takie znaczenie? Bo Bóg chce, byś zrozumiał: twoje stare życie jest SKOŃCZONE. Nie „trochę lepsze". Nie „naprawione". Skończone. Pogrzebane. Martwe.
Paweł opisuje to jeszcze mocniej w Liście do Kolosan: „Pogrzebani z nim w chrzcie, w nim też zostaliście wzbudzeni przez wiarę w moc Boga, który go wzbudził z martwych. Was, którzy byliście umarłymi z powodu występków i nieobrzezania waszego ciała, ożywił wraz z nim" (Kol 2:12-13).
Słyszysz to? Byliście umarłymi. Nie „trochę chorymi". Nie „potrzebującymi poprawy". Umarłymi. Duchowo martwymi. Bez życia Bożego. Bez nadziei. Bez możliwości samonaprawy.
I właśnie dlatego potrzebowałeś nie lekarza, ale wskrzesiciela. Nie psychologa, ale Zbawiciela. Nie programu samorozwoju, ale cudu zmartwychwstania.
Gdy jesteś pod wodą, ta prawda staje się namacalna. Mówisz: „Moje stare ja umarło z Chrystusem na krzyżu. Jest pogrzebane. Skończone. Już mnie nie definiuje".
Paweł pisze jeszcze potężniejsze słowa: „Wiedząc to, że nasz stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało unicestwione, byśmy już nadal nie służyli grzechowi; Kto bowiem umarł, uwolniony jest od grzechu” (BW, Rz 6:6-7).
Stary człowiek został ukrzyżowany. Nie „zostanie kiedyś", nie „powinien być". Został. Czas przeszły dokonany. To się stało – w momencie, gdy uwierzyłeś w Chrystusa. I teraz chrzest to wizualizuje.
To jest niewiarygodnie wyzwalające. Przez lata może żyłeś w poczuciu winy, w przekonaniu, że nie możesz się zmienić, że jesteś „taką osobą", że twoja przeszłość cię definiuje. Ale Bóg mówi: nie. Twoja przeszłość jest pogrzebana. Stary człowiek, grzesznik, umarł. Ukrzyżowany. Skończony.
I to nie dlatego, że ty jesteś silny. Nie dlatego, że się postarałeś. Ale dlatego, że Chrystus zabrał cię ze sobą na krzyż. Umarłeś z Nim. I zostałeś z Nim pogrzebany.
AKT TRZECI: Wynurzenie z wody – Chrystus powstaje ze śmierci do życia
A potem – najpiękniejszy moment. Wynurzasz się z wody. Wstajesz. Otwierasz oczy. Oddychasz. Jesteś z powrotem na powierzchni. Żyjesz.
To jest symbol zmartwychwstania.
Paweł kończy myśl: „Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili” (BW, Rz 6:4).
Jak Chrystus został wskrzeszony – TAK I TY. To nie jest tylko duchowa metafora. To rzeczywistość. Gdy wyszedłeś z wody, symbolicznie zmartwychwstałeś z Chrystusem do nowego życia.
Do jakiego życia? „Nowe życie prowadzili". Nowe życie. Nie „poprawione stare". Nie „trochę lepsze". Nowe. Zupełnie nowe.
Paweł pisze w innym miejscu: „Jeśli więc ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe" (2 Kor 5:17). Nowe stworzenie. Bóg nie naprawia starego – On tworzy coś zupełnie nowego. Stary grzesznik umarł. Urodziło się czyste i niewinne dziecko Boże. „Grzechów ich nie wspomnę więcej” – czytamy w Liście do Hebrajczyków 8:12.
Gdy wynurzasz się z wody, to jest twoje publiczne ogłoszenie: „Jestem nowym stworzeniem. Stare życie zostało za mną, pod wodą, w grobie. To, co teraz wychodzi z wody, to nowa osoba – żywa, ożywiona mocą zmartwychwstania Chrystusa".
I to nie jest tylko twoje postanowienie. To nie jest twoja siła woli. To jest moc Boża, ta sama moc, która wskrzesiła Jezusa z martwych.
Paweł modli się o to, byśmy poznali „jak nadzwyczajna jest wielkość mocy jego wobec nas, którzy wierzymy dzięki działaniu przemożnej siły jego, jaką okazał w Chrystusie, gdy wzbudził go z martwych i posadził po prawicy swojej w niebie” (BW, Ef 1:19-20). Ta sama moc – moc, która wydarła Jezusa ze szponów śmierci – teraz działa w tobie. I chrzest jest obrazem tej mocy.
Kolosan 2:12 potwierdza: „Wraz z nim zostaliście pogrzebani w chrzcie, w którym też zostaliście wespół wzbudzeni przez wiarę w moc Boga, który go wzbudził z martwych”. Nie twoja moc. Moc Boga. Przez wiarę.
Znaczenie każdego elementu
Zastanów się nad każdym elementem tego dramatu:
Woda – nie ma w niej żadnej magicznej mocy. To po prostu H₂O. Ale Bóg używa jej jako widzialnego znaku niewidzialnej rzeczywistości. Tak jak chleb i wino w Wieczerzy Pańskiej nie są magiczne, ale są znaczące – tak samo woda w chrzcie. Jest narzędziem komunikacji Boga.
Zanurzenie – to nie przypadek, że pierwotna praktyka była zanurzeniem, a nie pokropieniem. Pogrzebanie wymaga całkowitego zakrycia. Zmarłego nie posypuje się garścią ziemi – chowa się go w grobie. Zanurzenie oddaje pełnię symboliki: całkowite zidentyfikowanie się ze śmiercią Chrystusa.
Obecność wspólnoty – nie chrzcisz się w samotności, w ukryciu. Wspólnota jest świadkiem. Dlaczego? Bo chrzest jest publicznym wyznaniem. Ale też dlatego, że wspólnota POTRZEBUJE tego świadectwa. Przypomina im ich własny chrzest. Przypomina, że oni też umarli i zmartwychwstali z Chrystusem. I zobowiązuje się do wsparcia ciebie w nowym życiu.
Słowa formuły – „w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego" (Mt 28:19). To nie zaklęcie. To ogłoszenie, w czyją rzeczywistość wchodzisz. Wchodzisz w życie Trójjedynego Boga. Jesteś chrzczony w Jego imię – czyli w Jego autorytet, w Jego rzeczywistość, w Jego rodzinę.
Co chrzest mówi diabłu, światu i tobie samemu
Ta drama ma widzów. I każda grupa widzi coś innego – i każda potrzebuje to zobaczyć.
Diabłu
Chrzest jest publicznym ogłoszeniem wojny. Mówisz diabłu: „Już nie jesteś moim panem. Przeszedłem z królestwa ciemności do Królestwa Syna Bożego (Kol 1:13). Twoje roszczenia do mojego życia zostały unieważnione na krzyżu. Umarłem wraz z Chrystusem. Nie masz władzy nade mną. Jestem wolny".
Paweł pisze: „Który nas wyrwał z mocy ciemności i przeniósł do Królestwa Syna swego umiłowanego” (BW, Kol 1:13). Chrzest jest publiczną celebracją tego przeniesienia. Diabeł to widzi. I wścieka się, bo stracił kolejną duszę.
Światu
Chrzest mówi światu: „Moje życie nie należy już do waszego systemu. Nie żyję według waszych standardów. Wasza oferta nie interesuje mnie. Nie szukam waszej akceptacji. Nie boję się waszego odrzucenia. Należę do Chrystusa, i to On definiuje moją wartość".
Jezus powiedział: „Jeśli świat was nienawidzi, wiedzcie, że mnie pierwej znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby to, co jego; ale że nie jesteście ze świata, lecz Ja was wybrałem ze świata, dlatego was świat nienawidzi" (J 15:18-19).
Chrzest jest publicznym ogłoszeniem: „Nie jestem ze świata. Chrystus mnie wybrał. I choć to oznacza, że świat może mnie odrzucić – wybieram Chrystusa".
Tobie samemu
Chrzest mówi twojemu własnemu sercu: „Pamiętaj ten chrzest. To zanurzenie. Pamiętaj, kim jesteś. Pamiętaj, że umarłeś dla grzechu. Pamiętaj, że żyjesz dla Boga. Gdy pokusa przyjdzie – a przyjdzie – wróć pamięcią do tego dnia. Przypominaj sobie: to stare ja jest martwe. Ja jestem nowym stworzeniem".
Za dziesięć lat, gdy będziesz walczył z pokusą. Za dwadzieścia lat, gdy będziesz w kryzysie wiary. Za trzydzieści lat, gdy będziesz się zastanawiał, czy to wszystko ma sens – będziesz mógł wrócić do tego dnia i powiedzieć: „Pamiętam. Byłem tam. W wodzie. Umarłem i zmartwychwstałem z Chrystusem. To nie jest teoria. To wydarzyło się w moim życiu. Widziałem to. Doświadczyłem tego. Jestem nowym stworzeniem".
To, co się stało duchowo, staje się widzialne fizycznie
Oto najważniejsza prawda tego rozdziału: chrzest nie TWORZY tej rzeczywistości. On ją WIZUALIZUJE.
W momencie, gdy uwierzyłeś w Jezusa Chrystusa, duchowo:
- Umarłeś z Chrystusem
- Zostałeś z Nim pogrzebany
- Zostałeś z Nim wskrzeszony do nowego życia
To się już stało. W niewidzialnym, duchowym wymiarze. I jest całkowicie realne – nawet jeśli nie widziałeś tego na własne oczy.
Ale Bóg wiedział, że potrzebujesz czegoś namacalnego. Czegoś widzialnego. Czegoś, co zapadnie w pamięć. I dlatego dał ci chrzest.
Chrzest bierze to, co niewidzialne, i robi z tego spektakl. Wizualizację zbawienia. Widzialne kazanie. Nie dodaje nic do twojego zbawienia – ale robi zbawienie widzialnym.
Podobnie jak ślub. Dwoje ludzi kocha się przed ślubem. Miłość istnieje. Ale ślub OGŁASZA tę miłość publicznie. Robi z niej społeczną rzeczywistość. Kreuje nową tożsamość: „mąż i żona". I od tego dnia, gdy pojawią się wątpliwości – a pojawią się – mogą wrócić pamięcią do ślubu i powiedzieć: „Pamiętam. Byliśmy tam. Złożyliśmy przysięgę. To nie ulotne uczucie. To zobowiązanie".
Tak samo chrzest. Twoje zjednoczenie z Chrystusem istniało przed chrztem. Ale chrzest OGŁASZA je publicznie. Robi z niego widzialną rzeczywistość. Kreuje nową tożsamość: „umarłem i zmartwychwstałem z Chrystusem". I od tego dnia, gdy pojawią się wątpliwości – a pojawią się – możesz wrócić pamięcią do chrztu i powiedzieć: „Pamiętam. Byłem tam. Widziałem to. To nie teoria. To moja historia".
Obietnica zmartwychwstania
Jest jeszcze jeden wymiar tego wszystkiego, o którym nie możemy zapomnieć. Chrzest nie tylko patrzy wstecz – na krzyż i grób. Patrzy też do przodu – na ostateczne zmartwychwstanie.
Paweł pisze: „Bo jeśli wrośliśmy w podobieństwo jego śmierci, wrośniemy również w podobieństwo jego zmartwychwstania” (BW, Rz 6:5).
Chrzest jest zapowiedzią. Gdy pewnego dnia – może za rok, może za pięćdziesiąt lat – twoje fizyczne ciało umrze i zostanie złożone do grobu, to NIE będzie koniec. Tak jak Chrystus zmartwychwstał fizycznie, z ciałem, tak i ty zmartwychwstaniesz.
Chrzest mówi: „Śmierć nie ma ostatniego słowa. Grób nie jest moim przeznaczeniem. Zmartwychwstanę – tak jak Chrystus zmartwychwstał – do życia wiecznego".
To daje ci perspektywę na całe życie. Każde cierpienie, każda strata, każdy ból – to nie koniec historii. Zmartwychwstanie nadchodzi. Nowe niebo i nowa ziemia czekają. A chrzest jest zaliczką, zapowiedzią, gwarancją tej przyszłości.
Podsumowanie
Chrzest jest widzialnym znakiem zjednoczenia z Chrystusem.
Jest dramatem zbawienia rozegranym w trzech aktach.
- Akt pierwszy: Stoisz w wodzie – identyfikujesz się z Chrystusem na krzyżu. Mówisz: „To za mnie On umarł".
- Akt drugi: Zanurzasz się pod wodę – umierasz i zostałeś pogrzebany z Chrystusem. Mówisz: „Moje stare życie jest skończone".
- Akt trzeci: Wynurzasz się z wody – zmartwychwstajesz z Chrystusem do nowego życia. Mówisz: „Jestem nowym stworzeniem".
To nie jest sucha teologia. To jest twoja historia. To jest największy moment twojego chrześcijańskiego życia – moment, gdy duchowa rzeczywistość staje się widzialna, namacalna, niezapomniana.
I teraz, gdy rozumiesz już pełnię znaczenia chrztu, pojawia się pytanie: Co się zmienia, a co pozostaje takie samo? Czy chrzest usuwa starą naturę grzechu? Czy po chrzcie będę wolny od grzechu? O tym w następnym rozdziale.
ROZDZIAŁ 5
CO SIĘ ZMIENIA, A CO POZOSTAJE?
Pozycja vs. Doświadczenie
Właśnie przeczytałeś o potężnej rzeczywistości chrztu – o tym, że umarłeś i zmartwychwstałeś z Chrystusem. Że jesteś nowym stworzeniem. Że stare przeminęło. To prawdy, które wstrząsają fundamentami.
Ale teraz może pojawia się w tobie pytanie – pytanie szczere, może trochę niewygodne: „Jeśli naprawdę umarłem dla grzechu... to dlaczego wciąż grzeszę? Jeśli jestem nowym stworzeniem... dlaczego czasem czuję się jak to samo stare ja? Czy chrzest naprawdę coś zmienia?"
To dobre pytania. I zasługują na szczere, biblijne odpowiedzi. Bo jeśli nie rozumiesz różnicy między tym, co Bóg już uczynił, a tym, czego jeszcze doświadczasz – możesz skończyć albo w rozpaczy („to nie działa!"), albo w fałszywej pewności („już jestem doskonały!").
Prawda jest piękniejsza i bardziej złożona niż jedno lub drugie.
Twoja pozycja przed Bogiem – TO SIĘ ZMIENIŁO
Zacznijmy od tego, co jest absolutnie, niewzruszenie prawdziwe: twoja pozycja przed Bogiem zmieniła się całkowicie i nieodwracalnie w momencie, gdy uwierzyłeś w Chrystusa.
Kiedy Bóg patrzy na ciebie, widzi cię „w Chrystusie". To jeden z ulubionych zwrotów Pawła – pojawia się w jego listach dziesiątki razy. „W Chrystusie" oznacza, że jesteś zjednoczony z Nim. Twoja tożsamość jest związana z Jego tożsamością. Twój status zależy od Jego statusu.
I co to oznacza praktycznie?
Prawnie: Jesteś usprawiedliwiony. Bóg ogłosił cię sprawiedliwym. Nie ma żadnego potępienia (Rz 8:1). To nie zmienia się w zależności od twojego nastroju, twojego zachowania ani twojego duchowego „samopoczucia". To jest wyrok sądu, który nie może być odwołany, bo opiera się na dziele Chrystusa, nie na tobie.
Pozycyjnie: Stary człowiek został ukrzyżowany. Paweł mówi to w czasie przeszłym dokonanym: „Stary nasz człowiek został z nim ukrzyżowany" (Rz 6:6). Nie „zostanie kiedyś". Nie „powinien być". Został. To się stało. Duchowo, w oczach Boga, twoja grzeszna natura została ukrzyżowana z Chrystusem na Golgocie dwa tysiące lat temu – i stała się twoją rzeczywistością w momencie, gdy uwierzyłeś.
Ontologicznie: Jesteś nowym stworzeniem. „Jeśli więc ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe" (2 Kor 5:17). Nie jesteś „naprawionym starym stworzeniem". Jesteś nowym. Bóg nie łata dziur w starym – On tworzy coś od zera.
To wszystko jest PRAWDĄ TEOLOGICZNĄ. Prawdą, którą Bóg ogłasza o tobie. I chrzest wizualizuje właśnie tę prawdę – umarłeś, zostałeś pogrzebany, zmartwychwstałeś. To się STAŁO.
Twoje doświadczenie życia – TO WCIĄŻ SIĘ ZMIENIA
Ale potem wychodzisz z wody. Idziesz do domu. Następnego dnia budzisz się, i... wciąż jesteś sobą. Może okazać się, że wciąż masz te same pokusy. Być może nadal walczysz z tymi samymi grzechami. Wciąż czasem myślisz: „Czy naprawdę coś się zmieniło?"
I tu dotykamy kluczowej różnicy: różnicy między pozycją a doświadczeniem.
Twoja pozycja przed Bogiem zmieniła się natychmiast i całkowicie. Jesteś sprawiedliwy. Jesteś nowym stworzeniem. Stary człowiek jest ukrzyżowany. To jest prawda prawna, formalna, pozycyjna, teologiczna.
Ale twoje doświadczenie tej rzeczywistości rozwija się stopniowo. To proces, który Biblia nazywa uświęceniem. I ten proces trwa całe życie.
Paweł sam to przyznaje. Z jednej strony pisze: „Już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus" (Ga 2:20). To jest jego pozycja – stary Paweł umarł, teraz żyje Chrystus w nim.
Ale z drugiej strony ten sam Paweł pisze: „Nędzny ja człowiek! Któż mnie wybawi z ciała tej śmierci?" (Rz 7:24). Opisuje wewnętrzną walkę: „Wiem tedy, że nie mieszka we mnie, to jest w ciele moim, dobro; mam bowiem zawsze dobrą wolę, ale wykonania tego, co dobre, brak” (BW, Rz 7:18).
To ten sam człowiek! Ten sam apostoł, który napisał większość Nowego Testamentu, który założył dziesiątki kościołów, który widział zmartwychwstałego Chrystusa – i wciąż toczy wewnętrzną walkę.
Dlaczego? Bo chociaż formalnie w oczach Boga stary człowiek jest ukrzyżowany i umarł, doświadczalnie wciąż mamy do czynienia z tym, co Biblia nazywa „ciałem" (greckie sarx) – starymi wzorcami myślenia, emocjonalnymi ranami, ukształtowanymi przez lata nawykami, pożądliwościami, skłonnościami do grzechu.
Stara natura – ukrzyżowana, ale nie unicestwiona
Tutaj musimy być bardzo precyzyjni teologicznie, bo to miejsce, gdzie wielu chrześcijan popada w zamieszanie.
Pytanie: Czy chrzest usuwa starą grzeszną naturę?
Odpowiedź: To zależy, co masz na myśli przez „usuwa".
Jeśli pytasz: „Czy formalnie, prawnie, w oczach Boga, stara natura czyli „stary” ty jako jednostka grzeszna i potępiona, została ukrzyżowana i zakończyła swój byt przez śmierć?” – odpowiedź brzmi: TAK. Absolutnie. Paweł mówi jasno: „Wiedząc to, że nasz stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało unicestwione, byśmy już nadal nie służyli grzechowi” (BW, Rz 6:6).
Zwroć uwagę: „nadal nie służyli grzechowi ". To się stało. Nie musisz służyć grzechowi. Nie jesteś już niewolnikiem. Grzech nie ma już nad tobą panowania. Nie podlegasz wewnętrznemu nakazowi popełniania grzechów. Jesteś wolny.
Ale jeśli pytasz: „Czy po chrzcie skłonność do grzechu całkowicie znika i nigdy więcej nie będę kuszony ani nie zgrzeszę?" – odpowiedź brzmi: NIE. To nie jest biblijne oczekiwanie.
Paweł pisze: „Albowiem ciało pożąda przeciw Duchowi, a Duch przeciw ciału; są one sobie przeciwne" (Ga 5:17). Ta walka trwa. Nie jesteś niewolnikiem ciała – ale wciąż musisz z nim walczyć. Teraz jednak nie jesteś już tylko na z góry przegranej pozycji jak kiedyś.
Metafora, która może pomóc: Wyobraź sobie, że grzech był królem, który cię zniewalał. Miał legalny tytuł do twojego życia. Chrystus przyszedł, pokonał tego króla na krzyżu, uwolnił cię i dał ci nową tożsamość. Już NIE JESTEŚ niewolnikiem. Jesteś wolnym człowiekiem. Dzieckiem Boga.
Ale stary król – chociaż został pokonany i nie ma już legalnego prawa do ciebie – wciąż próbuje cię kontrolować. Woła do ciebie: „Wróć! Należysz do mnie!". I czasem, z przyzwyczajenia, z lęku, ze słabości – słuchasz tego głosu. Grzeszysz.
Ale to nie zmienia fundamentalnej prawdy: już nie jesteś niewolnikiem. Masz prawo powiedzieć „nie". Masz moc Ducha Świętego, by oprzeć się. Upadek nie przekreśla twojej tożsamości – przypomina ci tylko, że musisz nauczyć się żyć w tym nowym wymiarze Bożego dziecka i wolności jaka otrzymałeś.
Proces uświęcenia – przemiana umysłu
Paweł daje nam klucz do zrozumienia, jak ta pozycyjna prawda staje się doświadczalną rzeczywistością: „I nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego" (Rz 12:2).
Odnowienie umysłu. To jest proces. Nie jednorazowe wydarzenie.
Gdy przyszedłeś do Chrystusa, twój duch został ożywiony natychmiast. Otrzymałeś nowe życie. Ale twój umysł – sposób, w jaki myślisz, interpretujesz rzeczywistość, reagujesz na sytuacje – został ukształtowany przez lata życia bez Boga. I teraz musi być odnowiony.
To trochę jak komputer. Gdy Bóg cię zbawia, instaluje nowy „system operacyjny" – Ducha Świętego. Ale stare „programy" – nawyki, reakcje, wzorce myślenia – wciąż są w pamięci. I musisz je świadomie usuwać i zastępować nowymi.
Jak to się dzieje?
Przez Słowo Boże: „Słowo twoje jest lampą nogom moim i światłem ścieżce mojej" (Ps 119:105). Gdy czytasz Biblię, twój umysł jest kształtowany według Bożej prawdy. Zaczynasz myśleć jak Bóg myśli.
Przez Ducha Świętego: „A wszyscy my, z odsłoniętym obliczem wpatrując się jak w zwierciadło w chwałę Pana, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, od chwały do chwały, jak to sprawia Pan, który jest Duchem" (2 Kor 3:18). Duch stopniowo przemienia cię na obraz Chrystusa.
Przez wybory: „Tak i wy uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, a żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie" (Rz 6:11). Musisz uznać prawdę o sobie. Musisz codziennie przypominać sobie: „Umarłem dla grzechu. Żyję dla Boga".
To jest proces. Nie dzieje się z dnia na dzień. Nie kończy się tydzień po chrzcie. To jest droga całego życia.
Już, ale jeszcze nie
Teologowie używają łacińskiego zwrotu: simul iustus et peccator – „jednocześnie sprawiedliwy i grzeszny". I to dobrze oddaje naszą codzienną, ziemską rzeczywistość.
Już jesteś sprawiedliwy – pozycyjnie, prawnie, w Chrystusie, w oczach Boga. To jest twoja tożsamość.
Ale jeszcze doświadczasz grzechu – w swoim codziennym życiu, w swojej słabości, w swojej walce.
To nie jest sprzeczność. To jest napięcie między tym, co Bóg już ogłosił o tobie, a tym, co wciąż się w tobie realizuje.
Paweł używa mocnych słów: „Tak więc umartwiajcie członki wasze, które są na ziemi: wszeteczeństwo, nieczystość, namiętność, złą żądzę i chciwość, która jest bałwochwalstwem" (Kol 3:5).
„Umartwiajcie" – to polecenie. To twoja odpowiedzialność. Grzech nie zniknie sam. Musisz aktywnie, świadomie, codziennie go „umartwiać" – odcinać od niego dopływ życia, odmawiać mu miejsca w swoim sercu.
Ale zauważ: to ty musisz to robić w mocy Ducha. To nie jest czysta siła woli. To jest współpraca z Duchem Świętym, który w tobie mieszka.
Co chrzest NIE robi – realistyczne oczekiwania
Pozwól, że będę z tobą całkowicie szczery, bo wolę, byś wszedł do chrztu z realistycznymi oczekiwaniami niż z iluzjami, które później doprowadzą cię do rozczarowania.
Chrzest NIE usuwa automatycznie twoich pokus. Będziesz kuszony. Może nawet bardziej niż przed chrztem, bo diabeł nie lubi tracić terenu, a będzie bardzo zły, że go stracił.
Chrzest NIE czyni cię doskonałym. Będziesz grzeszył. Będziesz upadał. Będziesz czasem czuł, że nic się nie zmieniło.
Chrzest NIE wymazuje twoich emocjonalnych ran. Jeśli miałeś traumy z dzieciństwa, lęki, depresję – chrzest nie jest magiczną terapią, która to wszystko usuwa. Bóg może i będzie cię uzdrawiał, ale to często długi proces.
Chrzest NIE zmienia twojej osobowości. Jeśli byłeś introwertykiem, nie staniesz się nagle ekstrawertykiem. Jeśli byłeś impulsywny, nie będziesz z dnia na dzień spokojny i wyważony. Bóg cię nie zmienia w kogoś innego – przemienia cię w najlepszą wersję ciebie samego, czyli Chrystusa w tobie.
Co więc chrzest ROBI?
Chrzest ogłasza prawdę, że umarłeś i zmartwychwstałeś z Chrystusem. Ta prawda jest fundamentem, na którym budujesz całe życie. I gdy przyjdą pokusy, upadki, wątpliwości – wracasz do tej prawdy: „Pamiętam. Byłem tam, w wodzie. Umarłem dla grzechu. Żyję dla Boga. To nie jest teoria. To moja historia".
Dlaczego ta walka jest dobrą wiadomością
Może teraz myślisz: „To brzmi ciężko. Chciałem usłyszeć, że po chrzcie wszystko będzie łatwe".
Ale oto dobra wiadomość: fakt, że wciąż toczysz walkę z grzechem, oznacza, że ŻYJESZ duchowo.
Martwy człowiek nie walczy. Martwy człowiek nie czuje dyskomfortu, gdy grzeszy. Martwy człowiek nie pragnie świętości.
Jeśli czujesz napięcie między tym, kim jesteś w Chrystusie, a tym, jak się czasem zachowujesz – to jest znak, że Duch Święty w tobie działa. To znaczy, że nie jesteś już zadowolony z grzechu. To znaczy, że coś w tobi krzyczy: „To nie jestem ja! To nie jest moja prawdziwa tożsamość!".
Paweł kończy swoje słowa o walce wewnętrznej triumfalnym okrzykiem: „Nędzny ja człowiek! Któż mnie wybawi z tego ciała śmierci? Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego!" (Rz 7:24-25).
Walka jest realna. Ale zwycięstwo jest pewne. Bo nie walczysz o zwycięstwo – walczysz z pozycji zwycięstwa, które Chrystus już wywalczył.
Podsumowanie
Co się zmienia w chrzcie, a co pozostaje?
Zmienia się twoja pozycja: Jesteś usprawiedliwiony. Stary człowiek ukrzyżowany. Jesteś nowym stworzeniem. To jest nieodwracalna prawda teologiczna.
Nie zmienia się natychmiast twoje doświadczenie: Wciąż toczysz walkę. Wciąż upadasz. Wciąż uczysz się żyć w nowej tożsamości.
Rozpoczyna się proces uświęcenia: Stopniowo, przez Słowo, przez Ducha, przez wybory – twój umysł jest odnawiany. Stajesz się coraz bardziej podobny do Chrystusa.
Chrzest nie jest magicznym rytuałem, który cię naprawia. Jest publicznym ogłoszeniem prawdy, która już się dokonała – i zaproszeniem do życia w świetle tej prawdy.
I to prowadzi nas do kolejnego tematu, który często budzi pytania i kontrowersje: napełnienia Duchem Świętym. Czym ono jest? Czy to to samo, co zamieszkanie Ducha? Czy jest to coś, czego powinieneś doświadczyć podczas chrztu? O tym w następnym rozdziale.
ROZDZIAŁ 6
NAPEŁNIENIE DUCHEM ŚWIĘTYM
Już masz Ducha Świętego
Kiedy przyjąłeś Chrystusa, Duch Święty zamieszkał w tobie. To wydarzyło się w momencie twojego nawrócenia – Bóg przypieczętował cię swoim Duchem jako swoje dziecko. Nie musisz już prosić, by Duch do ciebie przyszedł. On już w tobi jest.
Ale Pismo Święte mówi też o czymś więcej – o napełnieniu Duchem Świętym. To nie kolejny etap zbawienia, nie wyższy poziom duchowości zarezerwowany dla elity. To po prostu Boża moc dana ci do życia i służby. Możesz mieć Ducha w sobie, a jednocześnie nie pozwalać Mu wypełniać każdego obszaru twojego życia.
Zamieszkanie i napełnienie – dwa różne doświadczenia
Zamieszkanie Ducha to twoja nowa pozycja. Dzieje się raz, przy nawróceniu, i trwa na zawsze. Paweł pisze jasno: „Jeśli zaś ktoś nie ma Ducha Chrystusowego, ten do niego nie należy" (Rz 8:9). Masz Ducha, bo należysz do Chrystusa.
Napełnienie to coś innego – to doświadczenie mocy Bożej, która wypełnia i przepływa przez twoje życie. W Dziejach Apostolskich widzimy, że uczniowie byli napełniani Duchem wielokrotnie. W dniu Pięćdziesiątnicy „wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym" (Dz 2:4). Ale kilka rozdziałów dalej czytamy, że ci sami ludzi „zostali na nowo napełnieni Duchem Świętym" podczas modlitwy (Dz 4:31).
Jezus obiecał swoim uczniom: „Otrzymacie moc, gdy Duch Święty zstąpi na was, i będziecie moimi świadkami" (Dz 1:8). Ta moc nie była do zdobycia korony męczeństwa czy robienia cudów – choć to też się działo. Była do zwyczajnego świadczenia o Chrystusie z odwagą, którą sami z siebie nie mieli.
Wzór z pierwszego Kościoła
W Dziejach Apostolskich napełnienie Duchem często następowało niedługo po nawróceniu, czasem równocześnie, czasem nieco później. W Samarii ludzie uwierzyli i zostali ochrzczeni, ale dopiero gdy Piotr i Jan przyszli i modlili się za nich, „otrzymali Ducha Świętego" (Dz 8:14-17). W Cezarei Duch spadł na pogan, gdy tylko usłyszeli Ewangelię – jeszcze przed chrztem wodnym (Dz 10:44-46).
Nie ma tu jednego sztywnego schematu. Bóg jest suwerenny i działa, jak chce. Ale jedno pozostaje stałe: pierwsi chrześcijanie doświadczali obecności Ducha w sposób realny, namacalny, życiodajny. I ty też możesz.
Jak szukać napełnienia?
Nie musisz błagać Boga, by ci dał to, co już obiecał. Jezus powiedział: „Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec niebieski da Ducha Świętego tym, którzy go proszą!" (Łk 11:13). Bóg pragnie napełnić cię swoim Duchem bardziej, niż ty pragniesz być napełnionym.
- Proś prostą, ufną modlitwą. Nie potrzebujesz specjalnych słów ani skomplikowanych formuł. Powiedz Ojcu, że pragniesz więcej Jego obecności, więcej mocy, więcej odwagi do życia dla Niego. Paweł zachęca: „Bądźcie pełni Ducha" (Ef 5:18) – to polecenie, ale też obietnica.
- Żyj w posłuszeństwie. Piotr mówi, że Bóg daje Ducha Świętego „tym, którzy mu są posłuszni" (Dz 5:32). Nie chodzi o doskonałość – gdyby tak było, nikt by Go nie otrzymał. Chodzi o serce skierowane ku Bogu, o gotowość pójścia Jego drogą, nawet gdy jest trudna.
- Pragnę Boga, nie tylko Jego darów. Jezus powiedział: „Jeśli ktoś jest spragniony, niech przyjdzie do mnie i pije! Kto wierzy we mnie, jak powiedziano w Piśmie, rzeki wody żywej popłyną z jego wnętrza" (J 7:37-38). Jan wyjaśnia, że Jezus mówił tu o Duchu. Najpierw szukaj Chrystusa – Duch przyjdzie z Nim.
Dla wielu wierzących napełnienie Duchem przychodzi w atmosferze modlitwy, często z udziałem innych chrześcijan, którzy się za nich modlą. Nie bój się prosić starszych w zborze, by włożyli na ciebie ręce i modlili się, abyś został napełniony Duchem. To biblijny wzór.
CZY NAPEŁNIENIE MUSI SIĘ WIĄZAĆ Z MÓWIENIEM JĘZYKAMI?
W Dziejach Apostolskich mówienie językami często towarzyszyło napełnieniu Duchem – ale nie zawsze. Biblia nie mówi, że to jedyny czy konieczny znak.
Biblia mówi, że Duch Święty w każdym przejawia się tak jak chce. Nikt Mu nie narzuca formy, w jakiej pokazuje, że jest obecny w nas. Jeśli Duch postanowi modlić się w językach przez ciebie, to tak zrobi. A jeśli wybierze prorokowanie, to będzie przez ciebie prorokować. Może też da ci doświadczyć wielkiej radości, tak, że bez skrępowania poddasz się Mu, a On przez ciebie i twoimi ustami będzie wychwalał Boga.
Nie lekceważ potrzeby napełnienia Duchem. Nie bądź oporny w tej dziedzinie. Jeśli Bóg Duch Święty zechce modlić się przez ciebie w językach, współpracuj z Nim i poddaj się Jemu. Przyjmij go z wdzięcznością i zgodnie ze Słowem Bożym. Owocem działania i pracy Ducha w twoim życiu będzie miłość, radość, pokój, cierpliwość – i moc do świadczenia o Chrystusie (Ga 5:22-23).
Nie szukaj tylko przejawów Jego obecności w tobie. Szukaj Dawcy darów. Duch Święty sam objawi siebie w twoim życiu, „jak chce" (1 Kor 12:11). Twoja rola to być otwartym, gotowym i posłusznym.
Podsumowanie
Napełnienie Duchem to nie jednorazowy akt, ale styl życia ucznia:
- Zamieszkanie vs. Napełnienie: Od momentu nawrócenia Duch Święty w tobie mieszka (tożsamość), ale musisz stale dbać o to, by cię napełniał (moc do służby).
- Boże wyposażenie: Napełnienie daje ci odwagę do świadczenia i siłę do pokonywania własnych ograniczeń, tak jak działo się to w pierwszym Kościele.
- Aktywne szukanie: Nie czekaj biernie – proś o napełnienie, bądź posłuszny Słowu i pielęgnuj pragnienie Boga w codzienności.
ROZDZIAŁ 7
CZY JESTEM GOTOWY?
Kiedy nadszedł czas?
Może czujesz, że nadszedł czas na chrzest. Może ktoś cię zachęcił, a może sam odczuwasz to wewnętrzne pragnienie. To dobrze. Ale zanim staniesz w wodzie, warto zadać sobie uczciwe pytanie: czy naprawdę jestem gotowy?
Chrzest nie jest magicznym rytuałem, który automatycznie zbawi cię lub uczyni lepszym chrześcijaninem. To publiczne potwierdzenie czegoś, co już się wydarzyło w twoim sercu. Dlatego tak ważne jest, byś wiedział, co to znaczy być gotowym.
Warunki przystąpienia do chrztu
Biblia nie podaje szczegółowej listy wymogów, ale z zapisów w Dziejach Apostolskich i listach apostolskich wyłania się jasny obraz tego, co powinno poprzedzać chrzest.
Osobiste przyjęcie Chrystusa jako Pana i Zbawiciela. To fundament. Chrzest nie zastępuje nawrócenia – wyraża je. Musiał nastąpić moment w twoim życiu, kiedy uwierzyłeś w Jezusa i oddałeś Mu swoje życie. Może to było dramatyczne doświadczenie, a może cicha, głęboka decyzja. Forma nie ma znaczenia. Liczy się rzeczywistość: czy Jezus jest twoim Panem?
Zrozumienie podstaw Ewangelii. Nie musisz znać całej Biblii, ale powinieneś rozumieć serce przesłania: jesteś grzesznikiem, Chrystus umarł za twoje grzechy i zmartwychwstał, a zbawienie otrzymujesz przez wiarę, nie przez uczynki. Filip ochrzcił dworzanina z Etiopii po jednej rozmowie o Jezusie (Dz 8:35-38). Nie czekał, aż tamten ukończy dwuletnie studium biblijne ani przynajmniej kurs przygotowawczy do chrztu. Dworzanin rozumiał, w kogo wierzy i dlaczego chce być ochrzczony.
Pragnienie posłuszeństwa Chrystusowi. Chrzest jest pierwszym krokiem posłuszeństwa po nawróceniu. Jezus powiedział: „Jeśli mnie miłujecie, będziecie przestrzegać moich przykazań" (J 14:15). Nie chodzi o to, że musisz być doskonały – nikt z nas nie jest. Chodzi o kierunek serca. Czy pragniesz żyć dla Niego? Czy jesteś gotów słuchać Jego słowa i iść Jego drogą, nawet gdy będzie trudno?
Gotowość do publicznego wyznania wiary. Chrzest to nie prywatna sprawa między tobą a Bogiem. To publiczne oświadczenie: „Należę do Chrystusa". Paweł pisze: „Jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i uwierzysz w swoim sercu, że Bóg Go wskrzesił z martwych, będziesz zbawiony" (Rz 10:9). Czy jesteś gotów stanąć przed ludźmi i powiedzieć: „Jestem z Jezusem"?
Test dla siebie
Zanim podejmiesz decyzję, zadaj sobie te cztery pytania. Odpowiedz uczciwie – nikt oprócz ciebie i Boga nie musi znać twoich odpowiedzi.
Czy wierzę, że Jezus jest Synem Bożym? Nie tylko wielkim nauczycielem czy dobrym człowiekiem, ale Bogiem, który stał się człowiekiem. Bez tej wiary nie ma chrześcijaństwa. Jan pisze: „Kto wierzy, że Jezus jest Chrystusem, z Boga się narodził" (1 J 5:1).
Czy uwierzyłem w Jego śmierć i zmartwychwstanie za moje grzechy? To serce Ewangelii. Jezus nie przyszedł tylko nauczać – przyszedł umrzeć w twoim miejscu i powstać z martwych, byś mógł żyć. Czy wierzysz, że Jego krew obmyła twoje grzechy? Czy wierzysz, że Jego zmartwychwstanie daje ci nowe życie?
Czy oddałem Mu kontrolę nad swoim życiem? To nie tylko intelektualna zgoda na pewne prawdy. To oddanie sterów. Paweł mówi o Jezusie jako „Panu" – to tytuł zwierzchnika, władcy, kogoś, kto ma prawo rządzić. Czy pozwoliłeś Jezusowi być Panem twojego życia – twoich wyborów, planów, pragnień? Ale też bądź świadom, że w tym życiu będzie wiele momentów, kiedy będziemy przejmować od Niego te stery i prowadzić się po swojemu. A po upomnieniu przez Ducha, przeprosimy Go i z powrotem oddamy Mu panowanie i kierownictwo nad nami.
Czy chcę iść za Nim, nawet gdy jest trudno? Jezus nigdy nie obiecywał łatwej drogi. Powiedział: „Jeśli ktoś chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie, weźmie swój krzyż i naśladuje mnie" (Mt 16:24). Nie chodzi o to, czy czujesz się wystarczająco silny – nikt nie jest. Chodzi o to, czy twoje serce mówi: „Tak, chcę iść za Nim, cokolwiek to będzie znaczyć"?
Jeśli możesz szczerze odpowiedzieć „tak" na te pytania, jesteś gotowy do chrztu.
Prawdziwe czy powierzchowne nawrócenie?
Czasem ludzie deklarują wiarę, ale po jakimś czasie odchodzą. Jezus ostrzegał przed tym w przypowieści o siewcy (Mt 13:3-23). Ziarno pada na różne gleby. Część kiełkuje szybko, ale szybko też usycha, bo nie ma głębokich korzeni. Inna część rośnie, ale zostaje zaduszona przez ciernie – troski tego świata i ułudę bogactwa.
Skąd wiesz, że twoja wiara jest prawdziwa, a nie tylko emocjonalnym porywem czy powierzchowną religijnością?
Sprawdź owoce
Paweł wymienia owoce Ducha: „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, panowanie nad sobą" (Ga 5:22-23). Nie musisz mieć ich wszystkich w pełni – to proces wzrostu. Ale czy widzisz jakieś zmiany? Czy Duch Święty działa w twoim charakterze? Czy pragniesz być bardziej podobny do Chrystusa?
Prawdziwa wiara przynosi owoce. Nie doskonałość, ale zmianę. Nie natychmiastową transformację, ale stopniowy wzrost. Jeśli w twoim życiu nic się nie zmienia, jeśli twoje pragnienia, priorytety i wybory są dokładnie takie same jak przed „nawróceniem", to powód do refleksji.
Sprawdź trwanie
Jan pisze: „Wyszli od nas, ale nie byli z nas; gdyby bowiem byli z nas, zostaliby z nami" (1 J 2:19). Prawdziwa wiara trwa. Nie znaczy to, że prawdziwi chrześcijanie nigdy nie przeżywają kryzysów czy okresów wątpliwości. Ale w sercu pozostaje głęboka więź z Chrystusem, pragnienie powrotu, wewnętrzne przyciąganie do Boga.
Czy twoja wiara przetrwała już jakieś trudności? Czy gdy przyszły pokuszenia, rozczarowania, presja otoczenia – pozostałeś? Nie chodzi o to, byś był doskonały. Chodzi o to, czy twoje serce nadal należy do Niego.
Sprawdź motywację
Dlaczego chcesz być ochrzczony? Czy dlatego, że kochasz Jezusa i pragniesz być Mu posłuszny? Czy dlatego, że chcesz zrobić przyjemność komuś bliskiemu? Czy dlatego, że wszyscy w twojej grupie się chrzczą? Czy dlatego, że myślisz, że to da ci większe błogosławieństwo?
Jedynym dobrym powodem do chrztu jest miłość do Chrystusa i pragnienie posłuszeństwa Jego słowu. Jeśli twoje motywacje są mieszane – co jest normalne – porozmawiaj o tym z Bogiem i z dojrzałym chrześcijaninem. Lepiej poczekać i upewnić się, niż przystąpić do chrztu z niewłaściwych powodów.
CO JEŚLI MAM WĄTPLIWOŚCI CO DO SWOJEGO ZBAWIENIA?
Jeśli nie jesteś pewien, czy naprawdę jesteś zbawiony, to bardzo dobry znak. Paradoksalnie, wątpliwości często świadczą o tym, że traktujesz wiarę poważnie. Ludzie zatwardziali w sercu rzadko pytają, czy są zbawieni.
Najpierw sprawdź, skąd biorą się twoje wątpliwości. Czy to dlatego, że upadłeś w grzech? Grzech nie odbiera ci zbawienia, ale może odbierać pewność zbawienia. Wyznaj swój grzech Bogu, przyjmij Jego przebaczenie (1 J 1:9) i idź dalej.
Czy to dlatego, że nie czujesz Boga? Uczucia to zły fundament wiary. Bóg jest wierny, nawet gdy ty Go nie czujesz. Zbawienie opiera się na obietnicach Bożych, nie na twoich emocjach.
Czy to dlatego, że nie widzisz w sobie zmian? Daj sobie czas. Wzrost duchowy to proces. Ale jeśli naprawdę nic się nie zmienia, jeśli w ogóle nie pragniesz Boga, jeśli grzech nie sprawia ci żadnego bólu – to może rzeczywiście warto wrócić do podstaw i upewnić się, czy naprawdę oddałeś swoje życie Chrystusowi.
Jeśli masz wątpliwości, nie bój się z nimi przyjść do Boga. Powiedz Mu o nich szczerze. Możesz nawet powiedzieć, jak ojciec chłopca z Ewangelii: „Wierzę, Panie! Przyjdź z pomocą mojej słabej wierze" (Mk 9:24). Porozmawiaj też z pastorem lub dojrzałym chrześcijaninem. Nie musisz dźwigać tych pytań sam.
A jeśli po szczerym zbadaniu swojego serca, po rozmowie z Bogiem i z innymi, nadal nie masz pewności – nie spiesz się z chrztem. Poczekaj, aż w twoim sercu zapanuje pokój. Bóg nie śpieszy się. Lepiej upewnić się teraz, niż później żałować.
Podsumowanie
Gotowość do chrztu nie oznacza bycia doskonałym, ale bycie zdecydowanym:
- Fundament wiary: Chrzest jest dla tych, którzy osobiście uznali Jezusa za Pana i Zbawiciela oraz rozumieją istotę Ewangelii.
- Decyzja woli: Najważniejsze jest twoje pragnienie posłuszeństwa i gotowość do publicznego przyznania się do Chrystusa.
- Autentyczność: Prawdziwe nawrócenie poznaje się nie po braku błędów, ale po owocach Ducha i trwaniu przy Bogu mimo trudności.
ROZDZIAŁ 8
WALKA DUCHOWA PRZED CHRZTEM
Skąd bierze się opór?
Może zauważyłeś coś dziwnego. Od kiedy podjąłeś decyzję o chrzcie, pojawiły się nieoczekiwane przeszkody. Nagle zrobiło się trudniej. Więcej pokus, więcej wątpliwości, więcej sprzeciwu ze strony bliskich. Może nawet czujesz wewnętrzny opór, którego nie potrafisz wytłumaczyć.
To nie przypadek. I nie jesteś w tym sam.
Dlaczego pojawia się opór?
Chrzest to nie tylko symboliczny gest. To publiczne zerwanie z dawnym życiem i opowiedzenie się po stronie Chrystusa. To oświadczenie, które słyszą nie tylko ludzie, ale cały świat duchowy. I wróg dusz nie przyjmuje tego obojętnie.
Paweł ostrzega: „Nasza walka nie toczy się przeciw krwi i ciału, lecz przeciw nadziemskim władzom, przeciw zwierzchnościom, przeciw rządcom tego świata ciemności, przeciw duchowym siłom zła w przestworzach" (Ef 6:12). Szatan nie chce, byś publicznie wyznał swoją wiarę. Nie chce, byś stanął po stronie Chrystusa w sposób widzialny dla innych. Dlatego będzie próbował cię zatrzymać.
To nie znaczy, że za każdą trudnością kryje się atak demona. Czasem przeszkody są po prostu naturalne – ktoś zachorował, coś się nie udało, pojawiły się trudności logistyczne. Ale gdy widzisz wzorzec – nagły natłok problemów, nieoczekiwany sprzeciw, wewnętrzny chaos tam, gdzie wcześniej był pokój – warto zadać sobie pytanie: czy to nie walka duchowa?
Typowe ataki
Wróg używa przewidywalnych taktyk. Paweł napisał: „Aby nas szatan nie podszedł; jego zamysły bowiem są nam dobrze znane” (2 Kor. 2:11). Poznaj te zamysły, byś wiedział, czego się spodziewać.
Wątpliwości. Nagle zaczynasz się zastanawiać: „Czy naprawdę jestem zbawiony? Czy na pewno dobrze rozumiem Biblię? A może to wszystko niepotrzebne?" Pytania same w sobie nie są złe. Ale gdy przychodzą z intensywnością i nachalną natarczywością, gdy paraliżują cię i odbierają pokój – rozpoznaj w tym taktykę wroga. Szatan jest oskarżycielem (Ap 12:10), a jego specjalność to siać zwątpienie w to, co Bóg już uczynił w twoim życiu.
Strach. „Co powiedzą ludzie? Co zrobi rodzina? A jeśli coś pójdzie nie tak? A jeśli będę wyglądał śmiesznie?" Strach jest potężnym paralizatorem. Jezus wiedział o tym, dlatego powiedział: „Kto się mnie i moich słów wstydzi przed tym cudzołożnym i grzesznym pokoleniem, tego i Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale swojego Ojca" (Mk 8:38). Szatan próbuje użyć strachu, by powstrzymać cię przed publicznym wyznaniem wiary.
Nagłe pokusy. Może grzech, z którym już dawno sobie poradziłeś, nagle wraca z niespodziewaną siłą. Może pojawiają się nowe, nieoczekiwane pokusy. Wróg próbuje podłożyć ci nogę teraz, przed chrztem, byś poczuł się niegodny, zawstydzony, niezdolny do tego kroku. Chce, byś pomyślał: „Jak mogę się chrzcić, skoro ciągle grzeszę?"
Chaos i konflikty. Nagle w domu zaczyna się dziać coś dziwnego. Kłótnie z bliskimi, nieporozumienia, napięcia, których wcześniej nie było. Plany się komplikują, wszystko idzie nie tak. To klasyczna taktyka rozproszenia. Jeśli wróg nie może zatrzymać cię bezpośrednio, spróbuje odwrócić twoją uwagę na tyle problemów, że zabraknie ci sił, by myśleć o chrzcie.
Izolacja. Może nagle poczułeś się odcięty od wspólnoty. Trudniej ci przyjść na spotkanie, rozmowy z innymi chrześcijanami jakoś się nie układają, czujesz się samotny w swojej walce. Szatan wie, że odizolowany wierzący to łatwy cel. Dlatego próbuje odciąć cię od ciała Chrystusa akurat wtedy, gdy najbardziej potrzebujesz wsparcia.
Jak się bronić?
Dobrą wiadomością jest to, że nie jesteś bezbronny. Bóg dał ci wszystko, czego potrzebujesz, by wytrwać.
Trwaj w Słowie. Gdy Jezus był kuszony na pustyni, odpowiadał szatanowi cytatami z Pisma: „Napisane jest" (Mt 4:4,7,10). Biblia to twoja broń. Gdy przychodzą wątpliwości, wracaj do obietnic Bożych. „Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne" (J 3:36). „Kto wyznaje grzechy swoje, Ten, który jest wierny i sprawiedliwy, odpuści je nam" (1 J 1:9). Nie opieraj się na swoich uczuciach. Stój na skale Słowa.
Módl się. Nie walcz w samotności. Paweł zachęca: „W każdej modlitwie i prośbie zanoście o każdym czasie modły w Duchu i tak czuwajcie z całą wytrwałością i błaganiem za wszystkich świętych” (BW, Ef 6:18). Powiedz Bogu o swoich walkach, lękach, pokusach. Proś Go o pomoc. I pamiętaj – możesz też prosić innych, by się za ciebie modlili. Jakub pisze: „Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego" (Jk 5:16).
Nie wchodź w dialog z pokusą. Ewa popełniła błąd, gdy zaczęła dyskutować z wężem (Rdz 3:1-6). Nie negocjuj z pokusą. Nie przekonuj sam siebie, że „może to nie jest takie złe", „może tylko jeden raz", „przecież nikt się nie dowie". Uciekaj od grzechu tak szybko, jak to tylko możliwe. Józef nie zastanawiał się dwa razy, gdy żona Potyfara próbowała go uwieść – po prostu uciekł (Rdz 39:12).
Przylgnij do wspólnoty. Nie izoluj się. Teraz bardziej niż kiedykolwiek potrzebujesz innych wierzących. Przychodź na spotkania, dziel się swoimi zmaganiami z zaufanymi braćmi i siostrami, pozwól im się za ciebie modlić i wspierać cię. „Biada samemu! Gdy upadnie, nie ma nikogo, kto by go podźwignął" (Kazn. Sal. 4:10).
Pamiętaj, po czyjej stronie jesteś. Jan pisze: „Ten, który jest w was, większy jest niż ten, który jest na świecie" (1 J 4:4). Szatan jest pokonanym wrogiem. Chrystus już zwyciężył na krzyżu. Diabeł może próbować cię straszyć, kłamać, prowokować – ale nie ma nad tobą żadnej władzy. Jesteś dzieckiem Bożym, zapieczętowanym Duchem Świętym. Żadna siła w niebie ani na ziemi nie może wyrwać cię z ręki Ojca (J 10:28- 29).
Nie odkładaj chrztu. Jednym z najpodstępniejszych ataków jest myśl: „Poczekam, aż będę lepiej przygotowany. Poczekam, aż życie się uspokoi. Poczekam, aż będę mocniejszy. Przystąpię do chrztu na wakacjach, bo wtedy będę mieć więcej czasu na refleksję. Myślę, że początek Nowego Roku, to najlepszy czas, aby podejść do chrztu". To pułapka. Nie będziesz nigdy „wystarczająco" gotowy. Zawsze będzie jakiś powód, by poczekać. Jeśli jesteś zbawiony, jeśli rozumiesz Ewangelię, jeśli pragniesz być posłuszny Chrystusowi – jesteś gotowy. Nie pozwól, by wróg opóźniał twoje posłuszeństwo.
ŚWIADECTWO – MARTA, 24 LATA
„Tydzień przed chrztem było tak ciężko, że zastanawiałam się, czy w ogóle dam radę. Najpierw zachorował tata – nic poważnego, ale mama nagle zaczęła mówić, że chrzest to bez sensu, że to tylko stres, że mogę to zrobić kiedyś później. Potem kłótnia z chłopakiem o coś totalnie głupiego. A w środku mnie – strach. Taki paraliżujący strach, że stanę tam i wszyscy będą na mnie patrzeć, że zrobię coś źle, że się skompromituję.
Zadzwoniłam do koleżanki z kościoła. Powiedziała tylko: Marta, to nie przypadek. To walka. I wiemy, kto wygra. Pomodliła się ze mną przez telefon. I coś we mnie pękło. Powiedziałam Bogu: Nie cofnę się. Nawet jeśli będzie ciężko, nawet jeśli wszyscy będą przeciwko, idę do końca.
Nazajutrz było lżej. Nie idealnie, ale lżej. A sam chrzest? Najpiękniejszy dzień mojego życia. I teraz wiem – warto było walczyć. Bo szatan nie atakuje ludzi, którzy nie stanowią zagrożenia. Atakuje tych, którzy idą do przodu.
Podsumowanie
Opór, który czujesz, często jest dowodem na to, że idziesz w dobrym kierunku:
- Realna walka: Chrzest to deklaracja wojny królestwu ciemności, dlatego spodziewaj się zniechęcenia lub nasilenia pokus.
- Kłamstwa wroga: Nie wierz podszeptom o własnej niegodności – twoja wartość opiera się na Chrystusie, a nie na twoich uczuciach.
- Boża zbroja: Broń się modlitwą, prawdą Słowa Bożego i nie walcz sam – szukaj wsparcia we wspólnocie.
Dobrze! Idźmy do następnego rozdziału.
ROZDZIAŁ 9
JAK WYTRWAĆ W OKRESIE MIĘDZY DECYZJĄ A CHRZTEM?
Pielęgnuj decyzję
Podjąłeś decyzję. Wiesz, że chcesz być ochrzczony. Może już nawet ustaliłeś datę. Ale między „tak, chcę" a momentem, gdy wchodzisz do wody, jest czas oczekiwania. Czasem krótki, czasem dłuższy. I w tym czasie potrzebujesz wytrwać.
Nie wystarczy podjąć decyzję – trzeba w niej trwać. Diabeł nie poddaje się po jednym ataku. Wątpliwości mogą wracać. Strach może narastać. Entuzjazm może osłabnąć. Dlatego potrzebujesz konkretnych kroków, które pomogą ci dotrzeć do celu.
Módl się codziennie o to wydarzenie.
Nie pozostawiaj swojego chrztu tylko w sferze planów logistycznych. Czyń go przedmiotem modlitwy. Proś Boga, by przygotował twoje serce. Proś o pokój, o pewność, o odwagę. Módl się za osoby, które przyjdą. Módl się za swoją rodzinę, nawet jeśli się sprzeciwiają. Im bliżej daty, tym intensywniej się módl.
Czytaj Pismo Święte regularnie.
To nie czas na duchową drzemkę. Karmi się codziennie Słowem Bożym. Możesz przeczytać Ewangelię Jana od początku do końca, by jeszcze raz zobaczyć, kim jest Jezus i dlaczego go naśladujesz. Możesz studiować fragmenty o chrzcie w Dziejach Apostolskich. Niech Słowo umacnia twoją wiarę i przypomina ci, dlaczego ten krok jest ważny.
Pozostań w bliskiej więzi ze wspólnotą.
Nie izoluj się. Chodź na spotkania, utrzymuj kontakt z innymi wierzącymi. Jeśli masz bliskiego przyjaciela w wierze, poproś go, by was łączyła szczególna modlitwa w tym czasie – niech wie, że może ci być trudno, i niech się regularnie pyta, jak się czujesz. Wspólnota to Boży dar. Pozwól, by cię niosła.
Wyznawaj grzechy, gdy upadasz.
Jeśli potkniesz się – a to może się zdarzyć – nie chowaj tego. Wyznaj swój grzech Bogu i przyjmij przebaczenie (1 J 1:9). Jeśli trzeba, porozmawiaj z dojrzałym chrześcijaninem. Nie pozwól, by wstyd czy poczucie winy odciągnęły cię od chrztu. Chrzest nie jest dla doskonałych – jest dla tych, którzy wiedzą, że potrzebują Zbawiciela.
Przygotuj swoje świadectwo.
Wiele zborów daje możliwość, byś powiedział kilka słów przed chrztem – krótko opowiedział, jak poznałeś Chrystusa i dlaczego chcesz się chrzcić. To nie musi być długie, ale powinno być szczere. Zastanów się nad tym wcześniej. Co Bóg uczynił w twoim życiu? Jak wyglądało twoje życie przed nawróceniem? Co się zmieniło? Dlaczego chcesz pójść za Jezusem? Przygotowanie świadectwa to nie tylko praktyczna rzecz – to też sposób, by przypomnieć sobie prawdę o Bożej łasce w twoim życiu.
Nie poddawaj się, gdy będzie ciężko.
Będą dni, kiedy poczujesz zniechęcenie. Będą momenty, gdy pomyślisz: „Może to za wcześnie. Może powinienem poczekać". Wtedy wróć do podstaw. Przypomnij sobie, dlaczego podjąłeś tę decyzję. Przeczytaj na nowo fragmenty Biblii o chrzcie. Porozmawiaj z kimś, kto cię wspiera. I pamiętaj – posłuszeństwo Chrystusowi nie zależy od tego, jak się czujesz. Zależy od tego, co powiedział.
JAK PRZYGOTOWAĆ SWOJE ŚWIADECTWO?
Nie musisz być wielkim mówcą. Nie musisz mieć spektakularnej historii nawrócenia. Wystarczy, że będziesz szczery.
Struktura świadectwa (1-3 minuty):
- Jak wyglądało twoje życie przed nawróceniem? Nie musisz wchodzić w drastyczne szczegóły, ale powiedz, czego szukałeś, co było dla ciebie ważne, gdzie szukałeś spełnienia. Może to było życie w grzechu, może religijność bez relacji, a może zwyczajne poczucie pustki.
- Jak poznałeś Chrystusa? Co się stało? Jak dotarła do ciebie Ewangelia? Czy ktoś ci o niej powiedział? Czy przeczytałeś Biblię? Czy Bóg przemówił do ciebie w jakiś szczególny sposób? Opisz moment, gdy zrozumiałeś, że potrzebujesz Zbawiciela i otworzyłeś swoje serce na Jezusa.
- Co się zmieniło odkąd jesteś z Chrystusem? Nie maluj idealnego obrazu – bądź prawdziwy. Ale powiedz, co Bóg uczynił w twoim życiu. Może dał ci pokój, którego wcześniej nie znałeś. Może uwolnił cię od uzależnienia. Może zmienił twoje priorytety, relacje, sposób myślenia. Może po prostu dał ci nadzieję i więcej optymizmu na codzień.
- Dlaczego chcesz być ochrzczony? To może być jedno lub dwa zdania. „Bo kocham Jezus i chcę być Mu posłuszny". „Bo chcę publicznie pokazać, że należę do Niego". „Bo wiem, że to krok, którego On ode mnie oczekuje".
Praktyczne wskazówki:
- Mów prosto, bez żargonu teologicznego
- Nie przesadzaj – bądź prawdziwy
- Skup się na Jezusie, nie na sobie
- Jeśli się boisz, napisz to wcześniej na kartce
- Pamiętaj: nie chodzi o perfekcyjny występ, ale o szczere serce
Podsumowanie
Czas oczekiwania to okres aktywnego przygotowania serca:
- Konkretne kroki: Wyznacz datę, powiedz o niej komuś bliskiemu w wierze i przygotuj swoje świadectwo.
- Dyscyplina duchowa: Codzienne Słowo i modlitwa to nie rutyna, ale paliwo, które pozwoli ci dowieźć decyzję do końca.
- Siła w jedności: Poproś innych o modlitwę – to czas, w którym szczególnie potrzebujesz osłony braci i sióstr.
ROZDZIAŁ 10
A CO POWIEDZĄ RODZICE?
Najtrudniejsza rozmowa
To może być jeden z trudniejszych rozdziałów w tej całej broszurce. Bo tu mówimy o ludziach, których kochasz. O rodzicach, którzy cię wychowali. O babci, która zabrała cię na pierwszy chrzest niemowlęcy. O rodzinie, która może nie zrozumieć twojej decyzji.
Gdyby chrzest dotyczył tylko ciebie i Boga, byłoby prościej. Ale żyjemy w relacjach. I te relacje są ważne – Bóg sam je ustanowił. Dlatego pytanie „co powiedzą rodzice?" nie jest przejawem słabości czy braku wiary. To przejaw miłości i szacunku dla najbliższych.
Ale jest jeszcze jedno pytanie, które musisz sobie zadać: czy ich opinia może powstrzymać cię przed posłuszeństwem Chrystusowi?
Biblijny realizm
Jezus nigdy nie obiecał, że pójście za Nim będzie łatwe w rodzinie. Wręcz przeciwnie – mówił bardzo otwarcie: „Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z ojcem jego, córkę z matką jej, synową z teściową jej. I nieprzyjacielem człowieka będą jego domownicy" (Mt 10:34-36).
To trudne słowa. Ale prawdziwe. Gdy przyjmujesz Chrystusa, stajesz się nowym stworzeniem. Twoje wartości się zmieniają, priorytety przesuwają, sposób życia transformuje. I czasem – nie zawsze, ale czasem – rodzina tego nie rozumie. Czasem czuje się zagrożona. Czasem reaguje sprzeciwem.
To nie znaczy, że masz przestać kochać swoją rodzinę czy przestać ich szanować. Piąte przykazanie wciąż obowiązuje: „Czcij ojca swego i matkę swoją" (Wj 20:12). Paweł potwierdza to w Nowym Testamencie: „Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom swoim w Panu, bo to jest słuszne" (Ef 6:1).
Ale jest granica tego posłuszeństwa. Gdy rodzice żądają czegoś, co jest sprzeczne z wolą Bożą, wtedy musisz odpowiedzieć jak Piotr przed Sanhedrynem: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi" (Dz 5:29). To nie bunt. To posłuszeństwo wyższemu autorytetowi.
Zrozum ich perspektywę
Zanim zaczniesz walkę o swoje racje, spróbuj zrozumieć, skąd bierze się sprzeciw twoich rodziców.
Strach przed nieznanym. Dla wielu Polaków „chrześcijaństwo" oznacza katolicyzm. Wszystko inne brzmi jak sekta, jak coś obcego, niebezpiecznego. Twoi rodzice mogą bać się, że wpadłeś w coś złego, że ktoś cię zmanipulował. Nie wiedzą, czym jest chrzest wierzących. Widzą tylko, że odchodzisz od tradycji, którą znają.
Poczucie odrzucenia. Gdy decydujesz się na ponowny chrzest, mogą to odebrać jako odrzucenie tego, co ci dali. „Ochrzciliśmy cię jako niemowlę. Teraz mówisz, że to było bez znaczenia? Że coś z nami było nie tak?" To nie twoja intencja – ale tak to mogą odczytać. Mogą czuć się zranieni, skrytykowani, odrzuceni.
Troska o twoją przyszłość. Rodzice chcą dla ciebie dobrze. Boją się, że ta „nowa religia" zrujnuje ci życie. Może słyszeli straszne historie o ludziach, którzy porzucili wszystko dla jakiejś wspólnoty. Może boją się, że stracisz pracę, przyjaciół, szanse na dobre życie. To nie złośliwość – to troska, choć czasem niewłaściwie wyrażona.
Presja społeczna i kulturowa. W Polsce bycie katolikiem to nie tylko religia – to tożsamość kulturowa. Twoi rodzice mogą bać się, co powiedzą sąsiedzi, rodzina, znajomi. „Co babcia pomyśli? Co powie ksiądz gdy przyjdzie po kolędzie? Jak spojrzą na nas ludzie?" To realne obawy, zwłaszcza dla starszych pokoleń.
Zrozumienie ich perspektywy nie oznacza zgody na ich żądania. Ale pomaga ci rozmawiać z empatią, a nie z oburzeniem czy strachem.
Jak rozmawiać z rodziną?
Wybierz dobry moment. Nie rzucaj decyzji o chrzcie w środku kłótni czy przy rodzinnym obiedzie z dziesięcioma osobami przy stole. Znajdź spokojny moment, gdy możecie porozmawiać na osobności, bez presji czasu i obecności innych.
Mów z miłością i szacunkiem. Ton ma znaczenie. Nie atakuj ich wiary, nie krytykuj Kościoła katolickiego, nie mów z wyższością. Możesz nie zgadzać się z ich teologią, ale nadal możesz ich szanować. Zacznij od wyrażenia wdzięczności za to, co ci dali. Powiedz, że kochasz ich i że ich opinia jest dla ciebie ważna.
Wyjaśnij, dlaczego to robisz. Skup się na pozytywach, nie na negacji katolicyzmu. Nie mów: „Chrzest niemowlęcy jest błędny". Mów: „Poznałem Jezusa osobiście. Chcę publicznie wyznać swoją wiarę, tak jak robili to pierwsi chrześcijanie w Biblii. To nie odrzucenie tego, co mi daliście – to następny krok w mojej wędrówce z Bogiem".
Daj im czas. Pierwsza reakcja może być ostra. Nie oczekuj, że od razu zrozumieją i zaakceptują. Pozwól im przetrawić informację. Czasem potrzeba tygodni czy miesięcy, zanim złość ustąpi i będą gotowi słuchać.
Zaproś ich na chrzest. To może brzmieć szalony pomysł, zwłaszcza jeśli się sprzeciwiają. Ale czasem obecność na tym wydarzeniu zmienia więcej niż tysiąc rozmów. Mogą zobaczyć twoją radość. Mogą usłyszeć twoje świadectwo. Mogą poznać ludzi z twojej wspólnoty. Nie naciskaj – zaproś. A jeśli odmówią, przyjmij to z pokojem.
Nie wchodź w jałowe dyskusje teologiczne. Jeśli nie są otwarci na słuchanie, próba przekonania ich argumentami biblijnymi zakończy się tylko frustracją. Czasem lepiej po prostu powiedzieć: „Wiem, że to widzicie to inaczej. Szanuję to. Ale dla mnie to jest ważne i proszę, byście uszanowali moją decyzję".
Módl się za nich. Twoje argumenty mogą nie przekonać ich serc – ale Duch Święty może. Powierzaj swoją rodzinę Bogu w modlitwie. Proś Go, by otworzył ich oczy. Proś o pokój między wami, nawet jeśli nie będzie zgody.
Jak radzić sobie ze strachem?
Strach przed reakcją rodziny jest realny. Nie ma co udawać, że to nic. Ale strach nie może być tym, co kieruje twoimi decyzjami.
Przypomnij sobie, kogo bardziej pragniesz zadowolić. Paweł pisze: „Gdybym jeszcze ludziom się podobał, nie byłbym sługą Chrystusa" (Ga 1:10). Nie możesz zadowolić wszystkich. Jeśli wybierzesz zadowolenie rodziców kosztem posłuszeństwa Chrystusowi, stracisz pokój z Bogiem. A to znacznie gorsza opcja.
Pamiętaj o długoterminowej perspektywie. Twoi rodzice mogą być źli teraz. Ale z czasem – niekoniecznie szybko, ale często – złość słabnie. Widzą, że nie zmieniłeś się w fanatyka. Widzą owoce Ducha w twoim życiu. Widzą, że nadal ich kochasz i szanujesz. I czasem to zmienia ich serca bardziej niż jakiekolwiek słowa.
Zaufaj Bogu z konsekwencjami. Jezus obiecał: „Każdy, kto opuścił domy albo braci, albo siostry, albo ojca, albo matkę, albo dzieci, albo pola dla mego imienia, otrzyma stokroć więcej i odziedziczy życie wieczne" (Mt 19:29). Nie oznacza to, że masz porzucić rodzinę. Ale oznacza, że jeśli posłuszeństwo Chrystusowi kosztuje cię napięcie w relacjach, Bóg ci to zrekompensuje. Możesz Mu zaufać.
Szukaj wsparcia we wspólnocie. Nie musisz przechodzić przez to sam. Twoi bracia i siostry w Chrystusie to też rodzina – duchowa rodzina. Podziel się z nimi swoimi obawami. Pozwól, by cię wspierali modlitwą i obecnością. W trudnych chwilach to oni będą cię nieść.
A co jeśli mi zabronią? (dla młodych)
Jeśli jesteś nastolatkiem mieszkającym z rodzicami, sytuacja jest trudniejsza. Biblia mówi jasno o posłuszeństwie rodzicom. Ale co, gdy rodzice zabraniają ci być ochrzczonym?
Najpierw sprawdź, czy naprawdę zabraniają. Czasem młodzi ludzie zakładają najgorsze, zanim w ogóle spróbują porozmawiać. Może twoi rodzice nie będą zachwyceni, ale nie będą też kategorycznie przeciw. Zanim uznasz, że ci zabronili, porozmawiaj z nimi szczerze.
Jeśli zabraniają, szukaj mądrości u starszych. Porozmawiaj z pastorem, liderem młodzieży, dojrzałym chrześcijaninem, któremu ufasz. Opisz swoją sytuację szczegółowo. Pozwól, by pomogli ci rozeznać, czy to czas na posłuszeństwo rodzicom i cierpliwe czekanie, czy czas na ciche, ale stanowcze posłuszeństwo Bogu.
Rozważ, czy możesz poczekać. Jeśli jesteś kilka miesięcy przed pełnoletnością, może warto poczekać, by uniknąć poważnego konfliktu w rodzinie. Posłuszeństwo Chrystusowi nie traci na wartości, gdy odłożysz je o pół roku. Ale jeśli czujesz silne przekonanie, że Bóg chce, byś był ochrzczony teraz – szukaj rady u duchowych mentorów.
Jeśli zdecydujesz się iść wbrew woli rodziców, rób to z pokorą. To nie jest czas na bunt czy demonstrowanie niezależności. Nie chwal się tym przed rówieśnikami. Nie rób z tego aktu definiującego swoją wolność. Rób to z pokorą, smutkiem, że musisz wybierać, ale z przekonaniem, że posłuszeństwo Bogu jest priorytetem. I nadal okazuj rodzicom szacunek we wszystkich innych obszarach życia.
ŚWIADECTWO – KASIA, 19 LAT
Gdy powiedziałam mamie, że chcę się ochrzcić, zaczęła płakać. Powiedziała, że mnie ochrzcili jako niemowlę, że to wystarczy, że teraz odrzucam to, co mi dali. Tata w ogóle nie chciał rozmawiać.
Czułam się okropnie. Tydzień płakałam i modliłam się. Chciałam ich uszczęśliwić, ale wiedziałam, że muszę być posłuszna Jezusowi. W końcu napisałam im list. Długi, szczery. Opisałam, jak poznałam Chrystusa, jak się zmieniłam, dlaczego chrzest jest dla mnie ważny. Napisałam, że kocham ich, że szanuję to, co mi dali, ale że muszę iść dalej w swojej drodze z Bogiem. Zaprosiłam ich na chrzest.
Nie przyszli. To bolało. Ale kilka tygodni po chrzcie mama zapytała o moją wspólnotę. Zaczęłyśmy rozmawiać. Powoli, ostrożnie. Dziś, trzy lata później, nadal nie rozumie wszystkiego. Ale widzi, że jestem szczęśliwa. Widzi, że Bóg zmienił moje życie. I przestała walczyć. To nie idealne zakończenie. Ale to więcej, niż miałam na początku. I Bóg był wierny w każdym kroku.
ŚWIADECTWO – TOMEK, 34 LATA
Bałem się reakcji rodziców bardziej niż czegokolwiek innego. Mają po siedemdziesiąt lat, głęboko religijni katolicy. Myślałem, że jak im powiem o chrzcie, to będzie koniec naszej relacji.
Modliłem się miesiącami, zanim się odważyłem. W końcu usiedliśmy przy kawie i powiedziałem. Tata wyszedł z pokoju. Mama siedziała w milczeniu. Ale potem zapytała: 'Czy ty naprawdę wierzysz w Jezusa?' Powiedziałem: 'Tak, mamo. Bardziej niż w cokolwiek innego'. Pokiwała głową. 'To najważniejsze'.
Nie przyszli na chrzest. Ale nie zerwali ze mną kontaktu. Z czasem zaczęli zadawać pytania. Pewnego dnia tata powiedział: 'Widzę, że jesteś lepszym człowiekiem odkąd chodzisz do tego zboru'. To było wszystko. Ale to było dużo.
Nie każda historia ma szczęśliwe zakończenie. Ale nawet jeśli twoja rodzina cię odrzuci – Bóg nigdy nie odrzuci. I to wystarcza.
Podsumowanie
Relacje z rodziną wymagają balansu między lojalnością wobec Boga a miłością do bliskich:
- Priorytet Chrystusa: Jezus uprzedzał, że wiara może powodować napięcia, ale chrzest to potwierdzenie relacji z Bogiem, a nie atak na rodzinę.
- Postawa pokory: Rozmawiaj z szacunkiem, unikaj krytyki ich przekonań i daj im czas na oswojenie się z twoją decyzją.
- Cierpliwość: Jeśli napotykasz na kategoryczny zakaz, módl się, szukaj rady liderów i ufaj, że Bóg ma moc zmienić serca twoich bliskich.
ROZDZIAŁ 11
CZEGO SIĘ SPODZIEWAĆ?
Dzień po dniu
Stoisz w wodzie. Pastor wypowiada słowa: „Chrzczę cię w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego". Zanurza cię pod wodą. Sekundę później wynurzasz się – mokry, szczęśliwy, wśród oklasków i radości wspólnoty.
I co dalej?
To pytanie, które warto zadać sobie przed chrztem. Bo czasem budujemy w wyobraźni oczekiwania, które nie mają pokrycia w rzeczywistości. A potem przychodzi rozczarowanie, zwątpienie, pytanie: „Czy coś poszło nie tak?"
Dlatego porozmawiajmy szczerze o tym, czego możesz się spodziewać po chrzcie – i czego nie.
To, co się zmienia
Twój status publiczny. Po chrzcie nie jesteś już anonimowym wyznawcą Chrystusa. Powiedziałeś głośno, wobec ludzi: „Należę do Jezusa". To zobowiązuje. Ludzie będą na ciebie patrzeć inaczej. Niektórzy z szacunkiem, inni z podejrzliwością, jeszcze inni z ciekawością. Będziesz kojarzony ze swoją wspólnotą, ze swoją wiarą. To dobra rzecz – ale też odpowiedzialna.
Twoja świadomość tożsamości. Coś w twoim wnętrzu się utrwala. To trudno opisać, ale wielu ludzi po chrzcie mówi: „Teraz to wszystko jest realne. Teraz naprawdę wiem, że należę do Chrystusa". Chrzest nie zmienia twojej pozycji przed Bogiem – byłeś Jego dzieckiem już wcześniej. Ale często zmienia twoje poczucie tej przynależności. To jak formalny ślub – jesteś z kimś już wcześniej, ale publiczne „tak" coś pieczętuje.
Twoja więź ze wspólnotą. Chrzest to nie tylko indywidualna decyzja – to także włączenie do ciała Chrystusa w widzialny sposób. Po chrzcie często czujesz się bardziej związany ze swoją wspólnotą. Inni traktują cię jak pełnoprawnego członka. Otwierają się nowe możliwości służby, zaangażowania, odpowiedzialności.
Twoja odwaga w wierze. Gdy raz publicznie wyznałeś wiarę, łatwiej jest mówić o Jezusie dalej. Przełamałeś barierę strachu. Teraz rozmowa z przyjacielem o Bogu nie wydaje się tak przerażająca. W końcu już raz stanąłeś przed ludźmi i powiedziałeś: „Jestem z Nim".
To, czego możesz doświadczyć (ale nie musisz)
Głęboka radość i pokój. Wielu ludzi doświadcza intensywnej radości w dniu chrztu i w dniach po nim. To piękne. Jeśli to przeżyjesz – ciesz się tym, dziękuj Bogu. Ale jeśli nie – nie martw się. Emocje są zmienne i nie definiują tego, co Bóg uczynił.
Duchowe uniesienie. Pierwsze dni czy tygodnie po chrzcie mogą być intensywne duchowo. Czujesz się bliżej Boga, modlitwa przychodzi łatwiej, Biblia wydaje się żywsza. To normalne – przeżywasz coś ważnego. Ale uważaj: po każdym szczycie przychodzi zejście do doliny. To nie znaczy, że coś się popsuło. To po prostu życie.
Opór duchowy. Tak, to może zabrzmieć paradoksalnie, ale niektórzy ludzie po chrzcie doświadczają wzmożonych ataków duchowych. Wróg wie, że publicznie stanąłeś po stronie Chrystusa, i próbuje cię zdestabilizować. Jeśli nagle pojawią się mocniejsze pokusy, wątpliwości, czy trudności – nie bój się. To nie znaczy, że chrzest był błędem. To znaczy, że diabeł jest zdenerwowany. I to dobry znak.
Boże potwierdzenie. Czasem Bóg daje jasne znaki Swojej obecności – może przez słowo od kogoś ze wspólnoty, może przez szczególną obecność w modlitwie, może przez konkretną odpowiedź na prośbę. Jeśli to dostaniesz – przyjmij z wdzięcznością. Jeśli nie – pamiętaj, że Boże „tak" nad twoim życiem nie zależy od tego, czy czujesz Jego dotyk.
To, co się NIE zmienia
Twoje zbawienie. Byłeś zbawiony przed chrztem. Jesteś zbawiony po chrzcie. Chrzest nie dodaje ani nie ujmuje twojej pozycji w Chrystusie. Jesteś dzieckiem Bożym nie dlatego, że zostałeś ochrzczony, ale dlatego, że uwierzyłeś.
Twoje pokusy. Chrzest nie usuwa twoich słabości ani nie czyni cię odpornym na grzech. Być może będziesz nadal walczył z tymi samymi pokusami, które męczyły cię wcześniej. To normalne. Wzrost w świętości to długi proces. Chrzest to jeden krok na tej drodze, nie koniec podróży.
Twoje problemy. Jeśli miałeś trudną sytuację rodzinną, finansowe problemy, zmagania ze zdrowiem – chrzest ich nie rozwiąże. Bóg może interweniować, może dać ci moc do znoszenia trudności, może stopniowo zmieniać okoliczności. Ale chrzest nie jest magiczną różdżką, która sprawia, że wszystkie problemy znikają.
Twoja ludzka natura. Nadal będziesz popełniać błędy. Nadal będziesz czasem reagować niecierpliwie, mówić coś, czego powinniśmy nie powiedzieć, robić rzeczy, których żałujesz. Chrzest nie zmienia cię natychmiast w doskonałego świętego. Zmienia to, że teraz wyraźniej widzisz swoje błędy i masz ochotę się z nimi zmierzyć – bo Duch Święty pracuje w tobie.
Realistyczne oczekiwania
Najzdrowsze podejście do chrztu to nie oczekiwać spektakularnych zmian, ale być otwartym na to, co Bóg chce zrobić. Niektórzy ludzie po chrzcie przeżywają głębokie, transformujące doświadczenie. Inni czują głównie spokojną pewność i radość z posłuszeństwa. Jedno nie jest bardziej „duchowe" od drugiego.
Nie porównuj swojego doświadczenia z innymi. Ktoś po chrzcie będzie płakał z radości. Ktoś inny poczuje po prostu głęboki pokój. Ktoś jeszcze będzie mówił językami lub przeżyje inne charyzmatyczne doświadczenie. A ktoś wyjdzie z wody szczęśliwy, ale bez fajerwerków. Wszystko to jest w porządku. Bóg traktuje każdego indywidualnie.
Skup się na posłuszeństwie, nie na doznaniach. Najważniejsze w chrzcie nie jest to, co poczujesz, ale to, że byłeś posłuszny Chrystusowi. To wystarczy. Jeśli dodatkowo dostaniesz piękne emocjonalne potwierdzenie – świetnie. Jeśli nie – nadal dokonałeś czegoś pięknego w oczach Boga.
Przygotuj się na „poniedziałek". Po wielkich duchowych przeżyciach często przychodzi zwyczajność. Wrócisz do domu, do pracy, do codziennych obowiązków. I może pojawi się myśl: „To już? To wszystko?" Tak, to wszystko – i to wystarczy. Chrzest to nie koniec, to początek. Teraz zaczyna się prawdziwa praca: życie jako uczeń Jezusa, dzień po dniu, w mocy Ducha Świętego.
Bądź wdzięczny za to, co masz
Niezależnie od tego, jak będzie wyglądał twój chrzest, pamiętaj: dokonałeś czegoś ważnego i cennego. Publicznie wyznałeś swoją wiarę. Posłuchałeś Pana, którego kochasz. Dołączyłeś do rzeki tysięcy wierzących, którzy przez wieki robili to samo – wyznając swoją lojalność wobec Chrystusa, nawet gdy kosztowało ich wszystko.
W niebie, w chwili gdy wynurzysz się z wody, będzie radość (Łk 15:7). Nie dlatego, że zostałeś ochrzczony – ale dlatego, że jesteś Boży. I całe niebo to widzi.
To jest prawda, której żadne emocje, żadne problemy, żaden atak wroga nie może zmienić. Jesteś Boży. Chrzest to tylko publiczne potwierdzenie tej rzeczywistości.
I to jest piękne.
Podsumowanie
Dzień po chrzcie obudzisz się w tym samym świecie, ale z nowym wyposażeniem:
- Realizm zamiast magii: Chrzest nie usuwa automatycznie pokus ani problemów, ale daje ci moc Ducha do walki z nimi.
- Różnorodność doznań: Możesz czuć euforię, a możesz czuć zwykły pokój – oba stany są w porządku, bo chrzest opiera się na prawdzie, nie na emocjach.
- Proces wzrostu: Twoja tożsamość jest już ustalona, ale uświęcenie to maraton, który właśnie nabiera tempa.
ROZDZIAŁ 12
PIERWSZE MIESIĄCE I ROK PO CHRZCIE
Krok po kroku, dzień po dniu
Chrzest za tobą. Emocje opadły. Zdjęcia są już na telefonie, wspólnota pogratulowała, rodzina – w mniejszym lub większym stopniu – jest w temacie. I teraz stoisz w swoim zwyczajnym życiu, z tą samą pracą, tymi samymi obowiązkami, tymi samymi wyzwaniami.
Pierwsze miesiące po chrzcie są kluczowe. To czas, kiedy kształtują się nawyki, które będą towarzyszyć ci przez lata. To moment, w którym publiczne „tak" dla Chrystusa zaczyna przekładać się na codzienną rzeczywistość ucznia.
Pierwsze tygodnie – nie trać rozpędu
Po każdym wielkim wydarzeniu duchowym – czy to obóz, konferencja, czy chrzest – przychodzi ryzyko „schłodzenia". Emocje opadają, codzienność wraca, a z nią pokusa, by wrócić do starych nawyków.
Utrzymuj codzienną więź z Bogiem. To fundament. Jeśli przed chrztem modliłeś się i czytałeś Biblię nieregularnie, teraz jest czas, by to zmienić. Nie chodzi o godzinne studia biblijne – chodzi o codzienność. Nawet piętnaście minut rano z Biblią i modlitwą może przemienić twój dzień. Znajdź porę, która działa dla ciebie, i trzymaj się jej. Nie dlatego, że musisz – ale dlatego, że potrzebujesz. Bez codziennej więzi z Bogiem szybko wyschnie twoja duchowa żywotność.
Wracaj myślą do chrztu. Gdy przychodzą wątpliwości, pokusy, zniechęcenie – przypomnij sobie ten moment. Powiedz sobie: „Stanąłem w wodzie i publicznie powiedziałem, że należę do Chrystusa. Umarłem dla starego życia. Już nie żyję dla siebie". Chrzest to nie tylko piękne wspomnienie – to fundament, do którego możesz wracać w trudnych chwilach.
Szukaj wsparcia w wspólnocie. Nie izoluj się. Teraz bardziej niż kiedykolwiek potrzebujesz innych wierzących. Przychodź regularnie na spotkania. Zbuduj autentyczne relacje z kimś starszym w wierze, kto może być twoim mentorem. Dołącz do małej grupy, gdzie możesz szczerze dzielić się swoimi zmaganiami i rosnąć razem z innymi. Samotny chrześcijanin to słaby chrześcijanin.
Ucz się rozpoznawać głos Ducha
Teraz, gdy jesteś publicznie zobowiązany do życia jako uczeń, uważniej wsłuchuj się w głos Ducha Świętego w swoim życiu. To nie jest jakaś mistyczna sztuka zastrzeżona dla duchowych gigantów. To naturalna rzecz dla każdego dziecka Bożego.
Duch mówi przez Pismo. Gdy czytasz Biblię i nagle jakiś werset „świeci" – jakby był napisany specjalnie dla ciebie, dla twojej sytuacji – to często Duch zwraca twoją uwagę. Nie ignoruj tego. Zatrzymaj się, przemyśl, zapytaj Boga: „Co chcesz mi przez to powiedzieć?"
Duch mówi przez wewnętrzny spokój lub niepokój. Paweł pisze o „pokoju Chrystusowym", który ma rządzić w naszych sercach (Kol 3:15). Czasem stoisz przed decyzją i czujesz głęboki spokój w jednym kierunku, a niepokój w drugim – nawet jeśli logika podpowiada coś innego. Naucz się rozpoznawać ten wewnętrzny „głos". To nie zawsze jest łatwe i wymaga czasu, ale Duch naprawdę prowadzi swoje dzieci.
Duch mówi przez wspólnotę. Bóg często używa innych wierzących, by przemówić do ciebie. Ktoś podchodzi po nabożeństwie i mówi coś, co trafia dokładnie w twoją sytuację. Ktoś dzieli się słowem, które jest odpowiedzią na twoją ukrytą modlitwę. Nie lekceważ tego. Duch działa przez ciało Chrystusa.
Spodziewaj się testów
Niemal zawsze po publicznym wyznaniu wiary przychodzą testy. Nie dlatego, że Bóg chce cię złamać – ale dlatego, że twoja wiara potrzebuje być sprawdzona i ugruntowana.
Testy w obszarze grzechu. Może nagle wrócą stare pokusy, o których myślałeś, że już je pokonałeś. To nie przypadek. Wróg testuje, czy naprawdę umarłeś dla grzechu, czy to było tylko emocjonalne uniesienie. Nie poddawaj się. Gdy przychodzi pokusa, uciekaj do Boga. Wyznaj ją przed zaufanym bratem lub siostrą. Walcz. Każde zwycięstwo, nawet małe, buduje w tobie siłę na następną walkę.
Testy w relacjach. Czasem pierwsze tygodnie po chrzcie przynoszą napięcia w rodzinie, nieporozumienia z przyjaciółmi, konflikty w pracy. To test: czy naprawdę będziesz żył według wartości Chrystusa, nawet gdy to kosztuje? Czy będziesz kochał, nawet gdy inni cię odrzucają? Czy wybaczysz, nawet gdy jesteś zraniony? To trudne pytania. Ale właśnie w takich momentach twoja wiara staje się realna.
Testy w wierności codziennym dyscyplinom. Łatwo było być zapalonym w dniu chrztu. Trudniej jest wstać rano miesiąc później i znowu otworzyć Biblię, znowu klęknąć do modlitwy, znowu przyjść na spotkanie wspólnoty, choć jesteś zmęczony. Ale właśnie w tych zwyczajnych, pospolitych momentach kształtuje się prawdziwe uczniostwo.
Bądź łagodny dla siebie
Będziesz popełniać błędy. To pewne. Może w pierwszym tygodniu po chrzcie wybuchniesz gniewem na kogoś bliskiego. Może w drugim tygodniu upadniesz w pokusie, której obiecałeś sobie, że już nie ulegniesz. Może w trzecim tygodniu zapomnisz o modlitwie przez kilka dni i poczujesz się winny.
To normalne. Jesteś człowiekiem. Jesteś w procesie. Apostoł Piotr – ten sam, który chodził po wodzie, który słyszał Jezusa na własne uszy – zaparł się Go trzy razy po latach chodzenia z Nim (Mt 26:69-75). A potem Jezus przywrócił go i uczynił fundamentem Kościoła.
Gdy upadniesz, natychmiast wróć do Boga. Nie czekaj, aż „naprawisz się" sam. Nie noś winy przez dni. Wyznaj swój grzech Bogu, przyjmij przebaczenie (1 J 1:9) i idź dalej. Diabeł chce, byś tonął w poczuciu winy. Bóg chce, byś przyjął łaskę i wstał.
Uczysz się chodzić. Małe dziecko nie chodzi od razu. Pada, wstaje, znowu pada, znowu wstaje. Nikt nie wyśmiewa dziecka, które pada. Wszyscy wiedzą: uczy się. Ty też się uczysz. Bądź cierpliwy dla siebie, tak jak Bóg jest cierpliwy dla ciebie. Ale nie używaj łaski jako wymówki do lenistwa. Prawdziwa łaska motywuje do wzrostu, nie do bezczynności.
Dziel się swoją historią
Teraz, gdy publicznie wyznałeś swoją wiarę, masz nową moc w świadczeniu o Chrystusie. Twoja historia ma znaczenie. Ludzie, którzy znali cię „przed", zobaczą zmianę. Ludzie, którzy znają cię „po", będą ciekawi, co cię ukształtowało.
Nie czekaj na idealny moment. Nie musisz być teologiem, by dzielić się tym, co Bóg uczynił w twoim życiu. Nie musisz znać odpowiedzi na wszystkie pytania. Po prostu opowiedz, kim byłeś, jak poznałeś Jezusa, co się zmieniło. Twoje autentyczne świadectwo ma większą moc niż najlepszy wykład teologiczny.
Bądź gotowy na pytania. Gdy ludzie zobaczą, że serio traktujesz swoją wiarę, będą pytać. „Dlaczego się ochrzciłeś? Co w tym takiego? Czy naprawdę wierzysz w to wszystko?" Nie bój się tych pytań. To otwarte drzwi. Odpowiadaj spokojnie, z miłością, bez potępienia. I módl się, by Duch użył twoich słów, by dotrzeć do ich serc.
Żyj tak, by twoje życie potwierdzało twoje słowa. Ludzie obserwują. Zwłaszcza ci, którzy wiedzą, że się ochrzciłeś. Będą patrzeć, czy naprawdę jesteś inny, czy to tylko faza. Nie chodzi o to, by udawać doskonałego – to niemożliwe i nieszczere. Chodzi o to, by żyć autentycznie, ucząc się kochać, wybaczać, być cierpliwym, szczerym, wiernym. Niech twoje życie mówi głośniej niż twoje słowa.
Pamiętaj o pierwszej miłości
W Objawieniu Jezus mówi do kościoła w Efezie: „Mam przeciwko tobie to, że odstąpiłeś od swojej pierwszej miłości" (Ap 2:4). To ostrzeżenie dla każdego z nas. Łatwo jest, w wirze codzienności, obowiązków, nawet służby w zborze, zapomnieć o tym, co najważniejsze: o miłości do Jezusa.
Nie pozwól, by relacja stała się religią. Bycie chrześcijaninem to nie wypełnianie listy obowiązków duchowych. To życie w relacji z żywym Bogiem. Chrzest nie był odhaczeniem punktu na liście „rzeczy, które dobry chrześcijanin musi zrobić". Było wyznaniem miłości. Nie zapomnij tego. Wracaj do tego. Rozmawiaj z Jezusem nie tylko wtedy, gdy musisz, ale dlatego, że chcesz. Czytaj Jego Słowo nie tylko żeby „mieć cichą chwilę", ale bo pragniesz Go poznawać.
Celebruj małe zwycięstwa. Wytrwałeś w pokusie? Dziękuj Bogu. Wybaczałeś komuś, choć było trudno? Świętuj to. Przeczytałeś Biblię każdego dnia przez tydzień? Ciesz się. Wzrost duchowy to suma małych, codziennych decyzji. Dostrzegaj Bożą pracę w swoim życiu i bądź wdzięczny.
Pierwszy rok – budowanie fundamentów
Gdy pierwsze tygodnie przejdą w pierwsze miesiące, a te w pierwszy rok, nadchodzi czas budowania trwałych fundamentów ucznia. To nie sprint – to maraton. I potrzebujesz solidnej struktury, która utrzyma cię przez całe życie.
Znajdź mentora duchowego
To może być najważniejsza decyzja, jaką podejmiesz w pierwszym roku. Mentor to nie guru, nie ktoś nieomylny, nie duchowy superbohater. To po prostu ktoś starszy od ciebie w wierze, kto przeszedł drogę, którą ty dopiero zaczynasz, i może cię prowadzić.
Kto może nim być? Szukaj kogoś, kto rzeczywiście żyje tym, czego naucza. Nie interesuje cię ktoś, kto zna całą Biblię na pamięć, ale jego życie temu przeczy. Szukaj autentyczności. Kogoś, kto szczerze kocha Jezusa, kogoś, w kim widzisz owoce Ducha. Może to być starszy w zborze, lider małej grupy, ktoś z twojej wspólnoty, kto jest kilka lat dalej w wierze.
Jak o to poprosić? Po prostu szczerze. Podejdź do osoby, która jest dla ciebie duchowym wzorem, i powiedz: „Widzę, jak żyjesz dla Chrystusa. Jestem młody w wierze i potrzebuję kogoś, kto pomógłby mi rosnąć. Czy mógłbyś się ze mną spotkać raz na dwa tygodnie, byśmy mogli razem czytać Biblię, modlić się, rozmawiać o życiu ucznia?"
Większość dojrzałych wierzących będzie zaszczycona taką prośbą. Regularność jest kluczem – konkretny termin, miejsce, zobowiązanie. I szczerość. Jeśli nie będziesz otwarty, mentor nie będzie mógł ci pomóc.
Zaangażuj się w służbę
Zaczynaj od małych rzeczy. Nie musisz od razu prowadzić grupy biblijnej ani głosić kazania. Zacznij od prostych, konkretnych rzeczy. Pomóż przy kawie po nabożeństwie. Ustawiaj krzesła. Witaj nowych ludzi przy drzwiach. Włącz się w sprzątanie sali. Jezus powiedział: „Kto jest wierny w najmniejszych rzeczach, będzie wierny i w wielkich" (Łk 16:10). Małe służby uczą pokory, wierności, służenia.
Odkrywaj swoje duchowe powołanie. Paweł pisze, że Duch wyposaża członki Ciała Chrystusa „dla wspólnego dobra" (1 Kor 12:7). Nie odkryjesz swojego miejsca, siedząc w domu. Odkrywasz je przez działanie. Próbuj różnych rzeczy. Służ w różnych obszarach. Obserwuj, co sprawia ci radość, co przynosi owoc, w czym inni widzą, że jesteś dobry. Z czasem zobaczysz wzór.
Służba kształtuje charakter. Gdy służysz, zderzasz się z rzeczywistością: z ludźmi, którzy myślą inaczej, z konfliktami, z własnymi ograniczeniami. I właśnie tam rośniesz. Uczysz się cierpliwości, pokory, wytrwałości. Uczysz się, że to nie o ciebie chodzi, ale o Chrystusa i Jego ludzi.
Podstawowe obszary wzrostu
Poznawanie Słowa. Zacznij od systematycznego czytania. Nie przypadkowego otwierania Biblii w losowym miejscu, ale przechodzenia przez nią w sposób uporządkowany. Wybierz plan czytania – w rok, w dwa lata, tematyczny – i trzymaj się go. Nie perfekcyjnie, ale regularnie.
Rozważ też zapamiętywanie wersetów. Dawid pisze: „W sercu moim skryłem Twoje słowo, abym nie zgrzeszył przeciwko Tobie" (Ps 119:11). Zacznij od jednego wersetu tygodniowo. Pisz na karteczkach, powtarzaj podczas dojazdu do pracy. Z czasem staną się częścią ciebie.
Życie modlitewne. Zacznij od prostych, codziennych modlitw. Nie próbuj od razu spędzać godziny na kolanach. Zacznij od piętnastu minut rano. Podziękuj Bogu za nowy dzień. Przyznaj się do swoich lęków, pragnień, potrzeb. Proś za ludzi na twoim sercu. Słuchaj w ciszy, co Duch chce ci powiedzieć.
Prowadź listę modlitewną. Pisz, za co się modlisz i jak Bóg odpowiada. To będzie dla ciebie ogromnym umocnieniem, gdy za rok wrócisz i zobaczysz, ile razy Bóg był wierny.
Wspólnota. Nie wystarczy przychodzić na niedzielne nabożeństwo i wychodzić zaraz po „Amen". Wspólnota to relacje. Poznawaj ludzi po imionach. Pytaj, jak się mają – i naprawdę słuchaj odpowiedzi. Włącz się w małą grupę, gdzie możesz być szczery, dzielić zmagania, modlić się razem. Budowanie relacji wymaga czasu i wysiłku. Ale to inwestycja, która zwróci się stokrotnie.
Służba. Nie czekaj, aż „dojrzejesz". Służ teraz. Gdzie widzisz potrzebę – włącz się. Służ z tym, co masz. Bóg pomnoży to.
Ewangelizacja. To nie znaczy, że musisz być ulicznym kaznodzieją. Zacznij od naturalnego świadectwa. Żyj tak, by ludzie widzieli różnicę. A gdy zapytają – opowiedz swoją historię. Prosto, szczerze, bez naciskania. Z czasem będzie rosła w tobie śmiałość.
Co robić, gdy upadnę w grzech?
Nie „jeśli" – „gdy". Bo upadniesz. Wszyscy upadamy. Apostoł Jan pisze: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, oszukujemy samych siebie" (1 J 1:8).
Wyznanie. Natychmiast idź do Boga. Nie czekaj. Powiedz Mu: „Zgrzeszyłem. Przykro mi. Przepraszam". I usłysz Jego odpowiedź: „Jeśli wyznajemy grzechy swoje, On jest wierny i sprawiedliwy, aby nam odpuścił grzechy i oczyścił nas od wszelkiej nieprawości" (1 J 1:9).
Żal i odwrócenie się. Prawdziwe wyznanie to nie tylko „przepraszam". To żal, że zraniłeś Boga, że wybrałeś grzech zamiast Niego. I to decyzja: „Nie wrócę tam". Każde autentyczne „nie" wobec grzechu buduje w tobie siłę na następny raz.
Poszukanie pomocy. Jakub pisze: „Wyznawajcie sobie nawzajem grzechy i módlcie się za siebie nawzajem" (Jk 5:16). Jeśli walczysz z powtarzającym się grzechem – nie ukrywaj tego. Wyznaj to przed zaufanym bratem lub siostrą. Grzech kwitnie w ciemności. Gdy wyniesiesz go na światło, traci moc.
Pamiętaj: upadek ≠ porażka. Upadłeś? To nie znaczy, że jesteś porażką. Jezus umarł za ten grzech – za wszystkie twoje grzechy. Twoje zbawienie nie zależy od twojej perfekcji. Zależy od Jego łaski. Wstań. Przyjmij przebaczenie. Naucz się z błędu. I idź dalej.
Podsumowanie
Pierwsze miesiące i rok po chrzcie to czas budowania fundamentów na całe życie:
- Codzienność z Bogiem: Utrzymuj regularną modlitwę i czytanie Biblii – to duchowy system odpornościowy, który utrzyma cię w trudnych czasach.
- Wspólnota i mentor: Diabeł poluje na samotne owce – znajdź mentora, włącz się w małą grupę i buduj autentyczne relacje z innymi wierzącymi.
- Służba i świadectwo: Nie czekaj, aż „dojrzejesz" – zacznij służyć w małych rzeczach i dziel się naturalnie swoją historią z Jezusem.
- Łaska przy upadkach: Gdy zgrzeszysz – a zgrzeszysz – nie uciekaj od Boga, ale natychmiast wyznaj grzech, przyjmij przebaczenie i idź dalej w Jego łasce.
ROZDZIAŁ 13
DROGA UCZNIA – PERSPEKTYWA CAŁEGO ŻYCIA
Przyszłość zaczyna się dzisiaj
Przeczytałeś już wiele. Może jesteś pełen entuzjazmu i gotowy podbić świat dla Chrystusa. A może czujesz się przytłoczony – tyle do nauczenia, tyle do zmiany, tyle drogi przed tobą.
Pozwól, że powiem ci coś ważnego: droga ucznia to nie sprint. To maraton. Długi, wymagający, ale przepiękny maraton, na mecie którego kończysz w objęciach Ojca.
Uczniostwo to maraton, nie sprint
Gdy stajesz na starcie maratonu, nikt nie oczekuje, że przebiegniesz go w tempie sprintera. Wszyscy wiedzą: to czterdzieści dwa kilometry. Trzeba się rozłożyć. Znaleźć swoje tempo. Oddychać równo. I nie poddawać się, gdy po dwudziestu kilometrach boli.
Tak jest z życiem ucznia.
Bóg nie kończy pracy nad tobą. Paweł pisze do Filipian pewne, cudowne zdanie: „Jestem pewien tego, że Ten, który rozpoczął w was dobre dzieło, będzie je kontynuował aż do dnia Jezusa Chrystusa" (Flp 1:6). Przeczytaj to jeszcze raz. Bóg rozpoczął w tobie dzieło. Ale nie zakończył. I będzie je kontynuował przez całe twoje życie.
To nie znaczy, że jesteś nieukończony w sensie, że Bóg cię odrzuca. Jesteś ukończony w Chrystusie – twoja pozycja przed Bogiem jest doskonała, kompletna, zapieczętowana na wieki. Ale twoje doświadczenie, twój charakter, twój podobieństwo do Jezusa – to rośnie. Codziennie. Stopniowo. Przez całe życie.
Proces uświęcenia trwa całe życie. Uświęcenie – stawanie się świętym czyli oddzielonym dla Boga, upodobnianie się do Chrystusa – to nie jednorazowe wydarzenie. To proces. Czasem szybki, czasem powolny. Czasem widzisz wyraźny postęp, czasem masz wrażenie, że stoisz w miejscu. Ale Bóg pracuje. Nawet gdy tego nie czujesz.
Gliniana glina nie staje się naczyniem w jeden dzień. Garncarz formuje ją, suszy, wystawia na ogień, głaszcze, czasem usuwa niedoskonałości i zaczyna od nowa. To wymaga czasu. I ty jesteś tą gliną w rękach Mistrza Garncarza. Zaufaj Jego pracy. On wie, co robi.
Będą wzloty i upadki – to normalne. Są okresy, gdy czujesz się blisko Boga, modlitwa przychodzi łatwo, Biblia jest żywa, służba przynosi radość. I są okresy, gdy czujesz pustkę, suchość, zniechęcenie. Gdy modlitwa jest walką, Biblia niezrozumiała, wspólnota męcząca.
To normalne. Tak było z prorokami, z apostołami, ze świętymi przez całe wieki. Dawid wołał: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?" (Ps 22:2). Wielu przywódców w chrześcijaństwie przez większość życia zmagała się z poczuciem samotności. Mimo to wiernie służyli do końca.
Duchowe wzloty nie definiują twojej wiary. Definiuje ją wytrwałość w dolinach. Gdy idziesz dalej, nawet gdy jest ciemno. Gdy wierzysz, nawet gdy nie czujesz. Gdy kochasz Boga, nawet gdy wydaje się daleko.
Wytrwałość w wierze
Jak wytrwać przez lata, przez dekady, przez całe życie? Jak nie stać się chrześcijaninem, który zaczął z ogniem, a skończył w letniości i bezużyteczności?
Trzymaj się wspólnoty. Autor Listu do Hebrajczyków pisze: „Zastanówmy się, jak się nawzajem pobudzać do miłości i dobrych uczynków, nie opuszczając naszych zgromadzeń, jak niektórzy mają w zwyczaju, lecz napominając się nawzajem" (Hbr 10:24-25).
Wspólnota to nie luksus. To konieczność. Gdy ty słabniesz, inni cię niosą. Gdy inni upadają, ty ich podtrzymujesz. Samotny chrześcijanin to zagrożony chrześcijanin. Wilk zawsze atakuje owcę, która odłączyła się od stada.
Będą chwile, gdy nie będziesz chciał przychodzić na spotkania. Przyjdź i tak. Będą konflikty, rozczarowania, trudności we wspólnocie. Zostań i tak. Prawdziwa wspólnota nie oznacza idealnych ludzi – oznacza niedoskonałych ludzi, którzy postanawiają trwać razem mimo wszystko.
Wracaj do podstaw. Gdy czujesz, że się gubisz, wróć do fundamentów: modlitwa, Słowo, wspólnota. Nie szukaj nowych, bardziej ekscytujących metod duchowego wzrostu. Wracaj do tego, co sprawdzone i proste.
Jezus modlił się. Jezus czytał Pismo. Jezus żył we wspólnocie ze swoimi uczniami. Jeśli było to wystarczające dla Niego, jest wystarczające dla ciebie. Nie potrzebujesz komplikowanych systemów. Potrzebujesz wierności w prostych, codziennych dyscyplinach.
Czasem najpotężniejszym duchowym aktem jest po prostu otwarcie Biblii, gdy najmniej masz na to ochotę. Uklęknięcie do modlitwy, gdy czujesz się wypalony. Przyjście do zboru, gdy wolałbyś zostać w domu. Właśnie w tych momentach budujesz duchową siłę, która podniesie cię w jeszcze trudniejszych czasach.
Nigdy nie przestawaj wzrastać. Nie ma momentu w życiu chrześcijanina, gdy możesz powiedzieć: „OK, już wystarczy. Już nie muszę rosnąć". Paweł, u kresu swojego życia, pisał: „Nie osiągnąłem jeszcze celu i jeszcze nie jestem doskonały" (Flp 3:12). Jeśli on mógł to powiedzieć po dziesięcioleciach służby, apostolstwa, cudów, cierpienia dla Chrystusa – to co my możemy powiedzieć?
Zawsze jest więcej do poznania o Bogu. Zawsze jest głębszy poziom miłości, posłuszeństwa, wiary. Zawsze jest nowa pokusa do pokonania, nowa słabość do przekształcenia, nowy obszar życia do oddania Chrystusowi. Nie zniechęcaj się tym. Ciesz się. To znaczy, że przygoda nigdy się nie kończy.
Perspektywa wieczności
A teraz pozwól, że powiększę obraz. Cofnę kamerę tak daleko, że zobaczysz całość. Nie tylko pierwszy rok po chrzcie, nie tylko twoje ziemskie życie – ale wieczność.
To dopiero początek. Paweł pisze: „Oko nie widziało i ucho nie słyszało, i nie wstąpiło na serce człowieka, co Bóg przygotował tym, którzy go miłują" (1 Kor 2:9). Wszystko, czego doświadczasz teraz – każda radość, każde doświadczenie Bożej obecności, każdy moment wspólnoty, każde dotknięcie nieba – to tylko przedsmak.
Najpiękniejszy moment twojego życia na ziemi to blade odbicie tego, co będzie. Najbliższe doświadczenie Boga, jakie kiedykolwiek miałeś, to cień Jego pełnej obecności, którą będziesz cieszył się na wieki. Najgłębsza radość, jaką czułeś, to maleńka próbka nieskończonej radości, która czeka.
Trudno to sobie wyobrazić, prawda? Właśnie dlatego Paweł mówi, że to „nie wstąpiło na serce człowieka". Nie możemy tego pojąć. Ale możemy w to wierzyć. I żyć z tą nadzieją.
Twój chrzest to zapowiedź chwalebnego zmartwychwstania. Gdy zanurzyłeś się w wodzie, to było nie tylko przypomnienie śmierci Chrystusa i twojej śmierci dla grzechu. To też była zapowiedź twojego przyszłego zmartwychwstania. Paweł pisze: „Jeśli zatem zostaliśmy razem z nim złączeni przez śmierć podobną do jego śmierci, to tak samo będziemy przez zmartwychwstanie" (Rz 6:5).
Pewnego dnia – gdy Chrystus wróci, gdy zabrzmi ostatnia trąba – twoje śmiertelne ciało zostanie przemienione. Otrzymasz ciało chwalebne, nieśmiertelne, doskonałe. Nie będzie już choroby, bólu, łez, śmierci. Będziesz żył wiecznie w obecności Boga, w nowym stworzeniu, w pełni tego, kim byłeś stworzony, by być.
I każdy dzień, który teraz żyjesz dla Chrystusa, przybliża cię do tego momentu. Każdy krok wiary, każdy akt posłuszeństwa, każde „tak" dla Boga to inwestycja w wieczność. Nic się nie zmarnuje. Nic nie przepadnie. Wszystko ma znaczenie.
Zakończenie: Bądź wierny
Tak więc, drogi bracie, droga siostro – jeśli to czytasz przed chrztem, wiedz: nie chodzi tylko o jeden dzień. Chodzi o całe życie. O każdy dzień, który przyjdzie potem. O wytrwanie, gdy jest trudno. O wstawanie, gdy upadasz. O kochanie Boga, gdy czujesz Jego obecność, i kochanie Go, gdy jej nie czujesz.
A jeśli to czytasz po chrzcie – pamiętaj o tym dniu. Wracaj do niego myślą, gdy potrzebujesz przypomnienia, kim jesteś. Ty, który umarłeś z Chrystusem i powstałeś do nowego życia. Ty, który publicznie powiedział „tak" Temu, który najpierw powiedział „tak" tobie.
Jedź dalej. Krok po kroku. Dzień po dniu. Z oczami utkwionymi w Jezusie – „który dla nas wytyczył bieg i który zamiast radości, jaka była przed nim, wycierpiał krzyż, nie bacząc na hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Bożego" (Hbr 12:2).
On biegł. I dotarł do celu. I teraz dopinguje ciebie. Razem z „tak wielkim obłokiem świadków" (Hbr 12:1) – tysięcy, milionów wierzących, którzy przeszli tę drogę przed tobą.
Możesz to zrobić. Nie w swojej sile – w Jego. Ale możesz.
I kiedyś – nieważne, czy za rok, dziesięć lat, pięćdziesiąt lat – staniesz przed Nim. I usłyszysz słowa, na które czeka każdy uczeń:
„Dobrze, sługo dobry i wierny" (Mt 25:21).
To jest cel. To jest nagroda. To jest sens całej drogi.
Biegnij tak, byś ją zdobył.
LIST DO SIEBIE – PRZECZYTAJ ZA ROK
Zanim odłożysz tę broszurę, zrób coś dla siebie w przyszłości. Napisz list do siebie – do siebie za rok. Na kartce papieru, w notatniku telefonu, gdziekolwiek. I schowaj go. Ustaw przypomnienie na dokładnie rok od dzisiaj.
Co napisać?
- Opisz, gdzie jesteś teraz. Jak wygląda twoje życie duchowe? Czego się boisz? Na co masz nadzieję? Co czujesz w związku z chrztem?
- Zapisz swoje pragnienia. Kim chcesz być za rok? Nie w sensie osiągnięć, ale charakteru. Jak chcesz, żeby wyglądała twoja relacja z Bogiem? Co chcesz, żeby się zmieniło w twoim życiu?
- Wyznacz konkretne cele. Może chcesz przeczytać Biblię w całości. Może chcesz opowiedzieć o Jezusie trzem osobom. Może chcesz znaleźć mentora. Może chcesz pokonać konkretny grzech. Może chcesz zaangażować się w konkretną służbę w swoim kościele? Zapisz to.
- Zachęć przyszłego siebie. Za rok będą trudne dni. Będziesz walczył. Może będziesz zniechęcony. Napisz do siebie słowa, które chciałbyś wtedy usłyszeć. Przypomnij sobie, dlaczego to robisz. Przypomnij sobie, że Bóg jest wierny.
A potem schowaj ten list. I zaufaj, że za rok, gdy go otworzysz, zobaczysz wierność Boga w swoim życiu. Zobaczysz, ile się zmieniło. I będziesz mógł dziękować.
Bo On jest wierny. Nawet gdy ty nie jesteś. On dokończy dzieło, które rozpoczął (Flp 1:6).
Zawsze.
Podsumowanie
Chrzest to nie linia mety, ale brama do wiecznej przygody:
- Długodystansowiec: Pamiętaj, że uświęcenie trwa całe życie – Bóg, który zaczął w tobie dzieło, na pewno je dokończy.
- Kotwica we wspólnocie: Wracaj do podstaw, gdy przyjdą "suche dni", i trzymaj się Kościoła jako Bożej rodziny.
- Wzrok na cel: Twój chrzest to przedsmak zmartwychwstania i wieczności, która czeka na ciebie w obecności Pana.
DODATKI
FAQ – Najczęściej zadawane pytania
O samym chrzcie
Czy muszę się chrzcić, żeby być zbawionym?
Nie. Zbawienie otrzymujesz przez wiarę w Jezusa Chrystusa, nie przez chrzest. Paweł jasno pisze: „Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę, i to nie z was, to dar Boży, nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił" (Ef 2:8-9). Chrzest nie zbawia cię – Chrystus zbawia.
Ale chrzest to pierwszy krok posłuszeństwa po zbawieniu. Jezus powiedział: „Kto uwierzy i ochrzczony będzie, zbawiony będzie" (Mk 16:16). Zauważ kolejność: najpierw wiara, potem chrzest. Wiara zbawia. Chrzest to publiczne wyznanie tej wiary. Jeśli kochasz Jezusa, będziesz chciał być Mu posłuszny. A On powiedział: chrzcić się.
Pomyśl o obrączce ślubnej. Nie ona czyni cię mężem czy żoną – to ślubowanie przed Bogiem. Ale czy odrzuciłbyś noszenie obrączki? To znak twojego zobowiązania, widzialny dla świata. Tak samo chrzest.
Czy mogę się ochrzcić, jeśli nie czuję się wystarczająco świętym?
Gdyby chrzest był dla świętych, nikt by się nie ochrzcił. Chrzest jest dla grzeszników, którzy uwierzyli w Jezusa. Dla ludzi, którzy wiedzą, że potrzebują Zbawiciela. Dla takich jak ty i ja – niedoskonałych, zmagających się, ale pragnących iść za Chrystusem.
Piotr zaparł się Jezusa trzy razy – i Jezus powierzył mu budowanie Kościoła. Paweł prześladował chrześcijan – i stał się największym apostołem. Żadna z osób ochrzczonych w Dziejach Apostolskich nie była doskonała. Wszystkie były grzesznikami zbawionymi przez łaskę.
Jeśli czekasz, aż będziesz „wystarczająco dobry" – będziesz czekał całe życie. Przyjdź taki, jaki jesteś. Chrystus przyjął cię takiego. Chrzest to nie nagroda za świętość – to wyznanie, że potrzebujesz Zbawiciela.
Jak długo powinienem czekać po nawróceniu przed chrztem?
Biblia nie podaje konkretnego okresu oczekiwania. W Dziejach Apostolskich ludzie chrzcili się czasem tego samego dnia, gdy uwierzyli – jak dworzanin etiopski (Dz 8:36- 38) czy strażnik więzienny w Filippi (Dz 16:33).
Kluczem nie jest czas, ale gotowość. Czy rozumiesz podstawy Ewangelii? Czy naprawdę uwierzyłeś w Chrystusa? Czy pragniesz iść za Nim w posłuszeństwie? Jeśli tak – jesteś gotowy.
W praktyce wiele zborów prosi o podstawowe przygotowanie – spotkanie z pastorem, kurs dla kandydatów do chrztu, czas na przygotowanie świadectwa. To nie religijne wymogi, ale mądra praktyka, by upewnić się, że rozumiesz, co robisz. Ale nie przeciągaj tego w nieskończoność. Jeśli jesteś gotowy – nie odkładaj posłuszeństwa.
Co jeśli po chrzcie poważnie zgrzeszę?
Będziesz grzeszyć po chrzcie. To pewne. Może nie od razu, może nie dramatycznie, ale będziesz. Bo chrzest nie usuwa grzesznej ludzkiej natury. Nie czyni cię doskonałym. Nie daje immunitetu na pokusę.
Ale oto dobra wiadomość: „Jeśli wyznajemy grzechy swoje, On jest wierny i sprawiedliwy, aby nam odpuścił grzechy i oczyścił nas od wszelkiej nieprawości" (1 J 1:9). Chrzest nie zmienia tej obietnicy. Bóg nie mówi: „Teraz, gdy się ochrzciłeś, Moje cierpliwość się skończyło". Jego łaska jest taka sama – nieskończona, niezasłużona, stała.
Gdy zgrzeszysz – wyznaj to Bogu. Przyjmij przebaczenie. Odwróć się od grzechu. Poproś o pomoc wspólnotę. I idź dalej. Nie w poczuciu winy, ale w wdzięczności za łaskę.
Czy chrzest można "powtórzyć"?
Biblia mówi o „jednym chrzcie" (Ef 4:5). Ale to odnosi się do chrztu wierzących – chrztu osoby, która świadomie uwierzyła w Chrystusa i publicznie wyznała swoją wiarę.
Jeśli zostałeś ochrzczony jako niemowlę, nie była to twoja decyzja. Nie mogłeś wyznać wiary, bo nie rozumiałeś, co się dzieje. Dlatego chrzest jako wierzący dorosły (czy młodzież) to nie „powtórzenie" – to po prostu chrzest zgodny z biblijnym wzorem. Pierwszy ważny chrzest.
Jeśli zostałeś ochrzczony jako wierzący, ale teraz masz wątpliwości, czy wtedy naprawdę byłeś zbawiony – porozmawiaj z pastorem. Może potrzebujesz po prostu pewności co do swojego zbawienia, nie kolejnego chrztu. A może rzeczywiście twoje pierwsze nawrócenie było powierzchowne, a teraz doświadczyłeś prawdziwej przemiany. W takim przypadku chrzest jako autentycznie nawrócona osoba ma sens.
Czy forma chrztu ma znaczenie? (pokropienie vs. zanurzenie)
Greckie słowo „baptizo" oznacza dosłownie „zanurzyć", „zanurzać". Wszystkie przykłady chrztu w Nowym Testamencie wskazują na zanurzenie – Jan chrzcił w Jordanie, „gdzie było dużo wody" (J 3:23). Jezus „wyszedł z wody" po swoim chrzcie (Mt 3:16). Filip i dworzanin etiopski „weszli do wody" (Dz 8:38).
Zanurzenie ma też głęboką symbolikę – reprezentuje śmierć (zanurzenie), pogrzeb i zmartwychwstanie (wynurzenie). Pokropienie czy polanie nie oddają tego obrazu.
Dlatego zależy nam na chrzcie przez zanurzenie. To nie fanatyzm ani legalizm – to po prostu wierność biblijnemu wzorowi i pięknej symbolice, którą Bóg nam dał.
O relacjach z rodziną
Co jeśli rodzice mi zabronią? (dla młodych)
To trudne pytanie i nie ma jednej prostej odpowiedzi. Biblia mówi: „Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom swoim w Panu" (Ef 6:1). Ale dodaje: „w Panu". Posłuszeństwo rodzicom ma granice – kończy się tam, gdzie zaczyna się nieposłuszeństwo Bogu.
Najpierw spróbuj rozmawiać. Wyjaśnij spokojnie, z szacunkiem, dlaczego to dla ciebie ważne. Poproś o rozmowę z pastorem razem z nimi. Daj im czas na przemyślenie.
Jeśli kategorycznie zabraniają, a jesteś blisko pełnoletności – może warto poczekać kilka miesięcy, by uniknąć poważnego konfliktu. Posłuszeństwo Chrystusowi nie traci na wartości, gdy odłożysz je o pół roku dla zachowania pokoju w rodzinie.
Ale jeśli jesteś głęboko przekonany, że Bóg chce, byś był ochrzczony teraz, i rodzice zabraniają z niebiblijnych powodów – szukaj mądrości u duchowych mentorów. Mogą być sytuacje, gdy trzeba powiedzieć: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi" (Dz 5:29). Ale nie rób tego pochopnie, bez rady dojrzałych chrześcijan.
Czy mogę się ochrzcić w tajemnicy przed rodziną?
Chrzest to publiczne wyznanie wiary. Jego celem jest właśnie to – pokazanie światu, że należysz do Chrystusa. Tajny chrzest traci część tego znaczenia.
Rozumiemy, że czasem sytuacja rodzinna jest tak trudna, że otwarty chrzest mógłby spowodować poważny kryzys. Ale nawet wtedy lepiej poczekać i modlić się o zmianę sytuacji, niż ukrywać swoją wiarę.
Jeśli mieszkasz z rodzicami i są głęboko przeciwni – może to znak, że jeszcze nie nadszedł właściwy czas. Bóg może chcieć, byś najpierw pokazał im Chrystusa przez swoje życie, zanim publiczne poświadczysz swoją wiarę. Szukaj Bożej mądrości. I rozmawiaj z pastorem o swojej konkretnej sytuacji.
Czy mogę być chrzestnym w kościele katolickim po swoim chrzcie?
To pytanie dotyczy bardziej relacji z rodziną niż teologii. Jeśli ktoś z rodziny prosi cię, byś był chrzestnym dla ich dziecka w kościele katolickim, jesteś w trudnej sytuacji. Z jednej strony chcesz podtrzymać relację, nie urazić bliskich. Z drugiej – chrzest niemowlęcy nie zgadza się z tym, w co teraz wierzysz.
Bycie chrzestnym w kościele katolickim oznacza zobowiązanie do wychowania dziecka w wierze katolickiej. Czy możesz szczerze to obiecać, skoro nie wierzysz w tę formę chrztu i w wiele praktyk katolicyzmu?
To decyzja, którą musisz podjąć przed Bogiem. Niektórzy chrześcijanie decydują się uczestniczyć, traktując to jako rodzinne wydarzenie, nie religijne zobowiązanie. Inni delikatnie odmawiają, wyjaśniając swoje przekonania. Nie ma tu jednej odpowiedzi – szukaj Bożej mądrości dla twojej sytuacji.
Co z moimi katolickimi sakramentami (bierzmowanie, komunia)?
Jeśli zostałeś ochrzczony jako niemowlę i przyjąłeś pierwszą komunię czy bierzmowanie, pytasz się pewnie: czy to wszystko było bez znaczenia?
Te wydarzenia były częścią twojej drogi. Bóg mógł cię prowadzić nawet przez nie. Może poznałeś tam fragmenty Biblii, które zapadły ci w serce. Może spotkałeś tam ludzi, którzy później pomogli ci poznać prawdziwego Jezusa. Bóg używa nawet niedoskonałych struktur religijnych, by prowadzić ludzi do siebie.
Ale teraz, gdy znasz Chrystusa osobiście, widzisz, że sakramenty same w sobie nie zbawią cię. Zbawia wiara w Chrystusa, Bożego Syna. I chrzest jako wierzący to wyznanie tej wiary – nie odrzucenie przeszłości, ale krok naprzód w prawdziwej relacji z Bogiem.
Jak wyjaśnić rodzicom, że to nie zdrada?
Powiedz im prawdę: „Nie odrzucam tego, co mi daliście. Ochrzciliście mnie z miłości, chcąc dla mnie dobrze. Jestem wdzięczny za to wychowanie. Ale teraz, gdy osobiście poznałem Jezusa, chcę pójść za biblijnym wzorem i publicznie wyznać moją wiarę. To nie przeciwko wam. To dla Chrystusa".
Wyjaśnij, że twoja wiara nie jest buntem ani odrzuceniem rodziny. To osobista decyzja, by żyć według Słowa Bożego. Powiedz, że nadal ich kochasz, szanujesz, i że chcesz z nimi dobrej relacji – ale że twoja lojalność wobec Chrystusa musi być na pierwszym miejscu.
I żyj tym. Niech zobaczą, że twoja wiara czyni cię lepszym synem, lepszą córką – bardziej kochającym, cierpliwym, odpowiedzialnym. Czasem życie przemawia głośniej niż słowa.
O życiu duchowym
Czy po chrzcie poczuję się jakoś inaczej?
Może tak, może nie. Niektórzy ludzie doświadczają intensywnej radości, pokoju, poczucia Bożej obecności. Inni czują głównie spokojną pewność i zadowolenie z posłuszeństwa. Jedno nie jest bardziej duchowe od drugiego.
Twoja pozycja przed Bogiem nie zmienia się przez chrzest – byłeś zbawiony przed, jesteś zbawiony po. Ale często zmienia się twoje poczucie tej pozycji. Coś się utrwala w sercu: „Teraz naprawdę jestem Jego. Publicznie powiedziałem tak".
Nie oceniaj ważności chrztu po tym, co poczułeś. Oceniaj go po tym, że byłeś posłuszny Chrystusowi. A to jest zawsze piękne w oczach Bożych, niezależnie od twoich emocji.
Co jeśli nie poczuję nic szczególnego podczas chrztu?
To w porządku. Chrzest to akt posłuszeństwa, nie poszukiwanie emocjonalnych doznań. Jezus nie powiedział: „Chrzcić się, byście poczuli się dobrze". Powiedział: „Chrzcić się, bo tak każe wam Słowo Boże".
Emocje są zmienne. Bóg jest niezmienny. Twoje uczucia nie definiują tego, co Bóg uczynił. Jeśli wynurzysz się z wody i pomyślisz: „To wszystko? Nic nie czuję" – pamiętaj: dokonałeś czegoś pięknego. Publicznie wyznałeś wiarę. Byłeś posłuszny. To wystarczy.
Często największe duchowe owoce chrztu przychodzą nie w samym dniu, ale w tygodniach i miesiącach później – gdy wrócisz do tego momentu w trudnych chwilach, gdy zobaczysz, jak twoje świadectwo wpłynęło na innych, gdy doświadczysz głębszego poczucia przynależności do Chrystusa.
Czy napełnienie Duchem zawsze wiąże się z mówieniem językami?
Nie. W Dziejach Apostolskich mówienie językami często towarzyszyło napełnieniu Duchem, ale nie zawsze. Duch Święty przejawia swoją obecność w modlitwie, w uwielbieniu Boga, w proroctwach, w radości, w pokoju, w miłości, w uzdrowieniu, w uwolnieniu od strachu, niepokoju itp. Tak jak sam zechce. Szukaj Boga, nie Jego darów. A On da ci to, czego potrzebujesz do służby, którą dla ciebie przygotował.
Co robić, gdy po chrzcie nic się nie zmienia?
Najpierw sprawdź: czego oczekiwałeś? Jeśli myślałeś, że chrzest automatycznie usunie twoje pokusy, rozwiąże problemy, zmieni okoliczności – twoje oczekiwania były nierealistyczne. Chrzest to nie magiczny rytuał. To publiczne wyznanie czegoś, co już się wydarzyło w twoim sercu.
Ale jeśli naprawdę nic się nie zmienia – jeśli nie widzisz żadnego wzrostu, żadnej walki z grzechem, żadnego pragnienia Boga – to może być sygnał ostrzegawczy. Może trzeba wrócić do podstaw i upewnić się, czy naprawdę doświadczyłeś nawrócenia. Może chrzest był tylko religijnym gestem, nie wyrazem prawdziwej wiary.
Porozmawiaj szczerze z pastorem czy dojrzałym chrześcijaninem. Zbadaj swoje serce. I pamiętaj: Bóg woli twoją szczerość niż religijne udawanie. Jeśli masz wątpliwości – zaadresuj je teraz. Lepiej teraz niż za dziesięć lat.
Jak rozpoznać działanie Ducha Świętego w moim życiu?
Duch Święty działa na wiele sposobów, ale można wyróżnić kilka charakterystycznych śladów Jego obecności:
- Pragnienie Boga. Gdy nagle chcesz czytać Biblię, modlić się, być ze wspólnotą – to Duch budzi w tobie głód na rzeczy Boże.
- Przekonanie o grzechu i niechęci do niego. Gdy coś w twoim sercu mówi: „To nie jest w porządku. To rani Boga" – to często głos Ducha (J 16:8).
- Owoce charakteru. „Owocem Ducha jest miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, panowanie nad sobą" (Ga 5:22-23). Gdy te cechy rosną w twoim życiu, Duch pracuje.
- Moc do posłuszeństwa. Gdy stoisz w obliczu pokusy i nagle masz siłę powiedzieć „nie", choć zazwyczaj upadasz – to Duch daje ci moc.
- Pokój w trudnościach. Gdy w środku chaosu czujesz niewytłumaczalny spokój – „pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum" (Flp 4:7) – Duch cię podtrzymuje.
Naucz się rozpoznawać te znaki. Im bardziej będziesz uważny, tym wyraźniej zobaczysz, jak Bóg działa w twoim życiu każdego dnia.
Praktyczne
Jak wygląda ceremonia chrztu?
W większości zborów ewangelicznych ceremonia wygląda podobnie:
Zbór gromadzi się – czasem w sali kościoła, gdzie jest specjalny basen chrzcielny, czasem w rzece, jeziorze czy basenie. Pastor wyjaśnia znaczenie chrztu. Kandydaci mają okazję podzielić się krótkim świadectwem (zwykle 1-3 minuty) – jak poznali Chrystusa, dlaczego chcą się chrzcić.
Potem każdy kandydat wchodzi do wody z pastorem (lub inną osobą chrzczącą). Pastor wypowiada formułę: „Na wyznanie twojej wiary w Pana Jezusa Chrystusa, chrzczę ciebie w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego" – i zanurza osobę całkowicie pod wodą. Po wynurzeniu często następują oklaski, uściski, gratulacje od wspólnoty.
To proste, piękne, pełne radości wydarzenie. Nie musisz się niczego bać.
Co powinienem zabrać ze sobą?
- Ręcznik – będziesz mokry
- Zmiana ubrania – coś suchego na później
- Ubranie do chrztu – coś, co może się zmoczyć i nie będzie przezroczyste po zamoczeniu. Unikaj białych koszulek czy cienkich materiałów. Niektóre zbory mają specjalne szaty do chrztu – zapytaj wcześniej.
- Worki na mokre ubranie – żeby nie zmoczyć reszty rzeczy
To wszystko. Nie potrzebujesz nic więcej. Bóg przyjmuje cię takim, jakim jesteś.
Czy mogę zaprosić niewierzącą rodzinę?
Oczywiście! Chrzest to jedno z najlepszych miejsc, by niewierzący zobaczyli, czym jest autentyczna wiara. Zobaczą twoją radość, usłyszą twoje świadectwo, doświadczą ciepła wspólnoty. Dla wielu ludzi uczestnictwo w cudzym chrzcie było pierwszym krokiem do własnego nawrócenia.
Nie zmuszaj nikogo do przyjścia. Ale zaproś ciepło, szczerze. Powiedz: „To jest dla mnie bardzo ważne wydarzenie. Będę szczęśliwy, jeśli będziesz". I zostaw im wybór.
Poinformuj ich, czego mogą się spodziewać – że będzie śpiew, modlitwa, krótkie przemówienie, sama ceremonia. By nie czuli się zagubieni czy zaskoczeni.
Czy mogę podzielić się swoim świadectwem?
W większości zborów kandydaci mają możliwość podzielenia się krótkim świadectwem przed chrztem. To piękna okazja, by publicznie opowiedzieć, co Bóg uczynił w twoim życiu.
Jeśli się boisz – to normalne. Większość ludzi boi się mówić publicznie. Ale pamiętaj: nie musisz być wielkim mówcą. Nie musisz mieć spektacularnej historii. Po prostu bądź szczery. Powiedz, kim byłeś, jak poznałeś Jezusa, co się zmieniło.
Możesz przygotować to wcześniej, nawet zapisać główne punkty. Ale mów z serca, nie czytaj jak z kartki. Ludzie nie oczekują perfekcji – oczekują autentyczności. A ty masz ją.
Kto może mnie ochrzcić?
Biblia nie podaje szczegółowych wymogów dotyczących tego, kto może kogoś ochrzcić. W Nowym Testamencie chrzcili apostołowie, diakoni (jak Filip), zwykli wierzący. Kluczowe nie jest „kto", ale „dlaczego" i „jak" – by chrzest był wyznaniem wiary zgodnym z biblijnym wzorem.
W większości zborów chrzczą pastorzy lub starsi. To praktyka, nie biblijny wymóg. Jeśli masz szczególną osobę, która miała duży wpływ na twoją wiarę – rodzica, mentora – możesz zapytać, czy mogłaby cię ochrzcić. Wiele zborów na to pozwala.
Ostatecznie porozmawiaj z liderami swojego zboru. Oni pomogą ci w organizacji tego wydarzenia zgodnie z waszą praktyką.
Fragmenty biblijne o chrzcie – krótkie zestawienie
Chrzest Jezusa
Mateusza 3:13-17 Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan, do Jana, aby się dać ochrzcić przez niego. Ale Jan odmawiał mu, mówiąc: Ja potrzebuję chrztu od ciebie, a ty przychodzisz do mnie? A Jezus, odpowiadając, rzekł do niego: Ustąp teraz, albowiem godzi się nam wypełnić wszelką sprawiedliwość. Tedy mu ustąpił. A gdy Jezus został ochrzczony, wnet wystąpił z wody, i oto otworzyły się niebiosa, i ujrzał Ducha Bożego, który zstąpił w postaci gołębicy i spoczął na nim. I oto rozległ się głos z nieba: Ten jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem.
Wielkie Posłannictwo
Mateusza 28:19-20 Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata.
Wiara i chrzest
Marka 16:16 Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony.
Pierwsze kazanie Piotra
Dzieje Apostolskie 2:38 A Piotr do nich: Upamiętajcie się i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego.
Filip w Samarii
Dzieje Apostolskie 8:12 Kiedy jednak uwierzyli Filipowi, który zwiastował dobrą nowinę o Królestwie Bożym i o imieniu Jezusa Chrystusa, dawali się ochrzcić, zarówno mężczyźni, jak i niewiasty.
Dworzanin etiopski
Dzieje Apostolskie 8:36-38 W czasie podróży przybyli nad jakąś wodę: Oto woda - powiedział dworzanin - cóż przeszkadza, abym został ochrzczony? Odpowiedział Filip: Można, jeśli wierzysz z całego serca. Odparł mu: Wierzę, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym. I kazał zatrzymać wóz, i obaj, Filip i dworzanin, zeszli do wody. I ochrzcił go.
Korneliusz i jego dom
Dzieje Apostolskie 10:47-48 Wtedy odezwał się Piotr: Któż może odmówić chrztu tym, którzy otrzymali Ducha Świętego tak samo jak my? I rozkazał ochrzcić ich w imię Jezusa Chrystusa. Potem uprosili go, aby zabawił u nich> jeszcze kilka dni.
Lidia
Dzieje Apostolskie 16:15 A gdy została ochrzczona, także i dom jej, prosiła, mówiąc: Skoroście mnie uznali za wierną Panu, wstąpcie do domu mego i zamieszkajcie. I wymogła to na nas.
Strażnik więzienny w Filippi
Dzieje Apostolskie 16:31-33 A oni rzekli: Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony, ty i twój dom. I głosili Słowo Pańskie jemu i wszystkich, którzy byli w jego domu. Tejże godziny w nocy zabrał ich ze sobą, obmył ich rany, i zaraz został ochrzczony on i wszyscy jego domownicy.
Zanurzeni w Jego śmierć
Rzymian 6:3-4 Czyż nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni? Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili.
Przyobleczeni w Chrystusa
Galacjan 3:27 Bo wszyscy, którzy zostaliście w Chrystusie ochrzczeni, przyoblekliście się w Chrystusa.
Pogrzebani i wzbudzeni z Nim
Kolosan 2:12 Wraz z nim zostaliście pogrzebani w chrzcie, w którym też zostaliście wespół wzbudzeni przez wiarę w moc Boga, który go wzbudził z martwych.
Odpowiedź dobrego sumienia
1 Piotra 3:21 Ona jest obrazem chrztu, który teraz i was zbawia, a jest nie pozbyciem się cielesnego brudu, lecz prośbą do Boga o dobre sumienie przez zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.
ZAKOŃCZENIE
Następny krok należy do Ciebie
Doszedłeś do końca tej broszury. Przeczytałeś o tym, kim jesteś w Chrystusie, czym jest chrzest, dlaczego ma znaczenie. Przeczytałeś o drodze do chrztu i o życiu po nim. Może twoje serce mówi „tak". A może masz jeszcze wątpliwości.
To w porządku. Bóg nie spieszy się. Nie naciska. Ale zaprasza. I teraz kolejny krok należy do ciebie.
Co z tego zapamiętać?
Jeśli miałbyś zapamiętać tylko trzy rzeczy z tej broszury, niech będą to te:
- Po pierwsze: już jesteś dzieckiem Bożym. Chrzest nie czyni cię chrześcijaninem – wiara czyni. Jeśli uwierzyłeś w Jezusa, jesteś zbawiony. Już teraz. Już na zawsze. Chrzest to tylko publiczne wyznanie tej prawdy.
- Po drugie: chrzest to krok posłuszeństwa, nie akt zbawienia. Chrzcisz się nie po to, by zostać zbawionym, ale dlatego, że już jesteś. To odpowiedź wdzięczności na łaskę, którą już otrzymałeś. To „tak" wypowiedziane głośno, wobec świata.
- Po trzecie: nie jesteś sam. W tej drodze – przed chrztem, podczas, po nim – Bóg jest z tobą. Duch Święty w tobie. Wspólnota obok ciebie. Nie musisz dźwigać tego sam. Nie musisz mieć wszystkich odpowiedzi. Po prostu idź krok po kroku, a Bóg poprowadzi.
Co teraz zrobić?
Jeśli czujesz, że nadszedł czas, by się ochrzcić – nie odkładaj tego. Porozmawiaj z pastorem, liderem, kimś z twojej wspólnoty. Powiedz: „Chcę się ochrzcić. Jak to wygląda u nas?" Oni przeprowadzą cię przez cały proces.
Jeśli masz jeszcze pytania, wątpliwości – też porozmawiaj. Nie musisz mieć wszystkiego dopracowanego w głowie. Bóg honoruje szczerość bardziej niż pozorną pewność. Zadaj pytania. Poszukaj odpowiedzi. I daj sobie czas.
Jeśli obawiasz się reakcji rodziny – módl się o mądrość. Rozmawiaj z dojrzałymi chrześcijanami. Szukaj Bożego prowadzenia. I pamiętaj: Bóg wie, co przechodzisz. On nie potępia cię za strach. Ale zaprasza cię do zaufania Mu pomimo strachu.
Modlitwa
Może chcesz teraz pomodlić się. Jeśli tak – możesz użyć tych słów, albo swoich własnych:
Ojcze, dziękuję Ci, że mnie kochasz. Że oddałeś swojego Syna, by umarł za mnie. Że zbawienie, którego nie mogłem zdobyć, Ty mi dałeś za darmo.
Chcę iść za Tobą. Chcę być Ci posłuszny. Jeśli chrzest jest następnym krokiem – proszę, daj mi mądrość, odwagę i pokój. Pomóż mi zaufać Ci z konsekwencjami. Pomóż mi kochać moją rodzinę, nawet jeśli nie rozumieją.
Prowadź mnie. Nie zostawiaj mnie. I uczyń moje życie świadectwem Twojej łaski.
W imię Jezusa, Amen.
Pamiętaj!
Filipian 1:6 Mam właśnie ufność, że Ten, który zapoczątkował w was dobre dzieło, dokończy go do dnia Chrystusa Jezusa.
Bóg zaczął coś pięknego w twoim życiu. I On to dokończy. Nie w twojej sile – w Jego. Nie przez twoją doskonałość – przez Jego łaskę. Nie przez twoje zasługi – przez Jego miłość.
Ty tylko idź. Krok po kroku. Dzień po dniu. On poprowadzi. On utrzyma. On dokończy.
I pewnego dnia – nieważne, czy za rok, dziesięć lat, pięćdziesiąt lat – staniesz przed Nim. I usłyszysz słowa, na które czeka każdy uczeń:
„Dobrze, sługo dobry i wierny. Wejdź do radości twojego Pana" (Mt 25:21).
To jest cel. To jest nagroda. To jest sens całej drogi.
Więc idź. I niech Bóg błogosławi każdy twój krok.